|
|
| |
- W ciszy klasztornej celi
srebrem gwiazd krzyż lśni na ścianie,
klęcząc, ręce wyciągasz,
nieme ślesz w niebo błaganie..
- W łzach gorących Bóg się przegląda,
ból ukryty odgaduje,
milcząc wlewa w serce odwagę,
głosem łaski przywołuje.
Pójdź, mój synu, w góry wysokie,
w góry urwiste, pójdź aż na szczyty,
w drogę nie bierz nic z sobą, idź boso,
idź tak przed sobą, przed światem ukryty,
mijaj śmiało mroczne przepaście,
w złudnych strumykach nie gaś pragnienia
niech Cię droga łatwiejsza nie skusi,
idź aż na Górę Przemienienia.
- Księżyc zmęczony ziewa,
tęsknie jutrzenki wygląda,
w celi wciąż klęczysz skupiony,
w krzyżu swe życie oglądasz.
- Zalęknione mijają godziny,
walczysz, nie chcesz się dać ukrzyżować,
schodzi z nieba Matka Teresa:
"synu, żyć to w krzyżu się schować".
Pójdź, mój synu, w góry wysokie,
w góry urwiste, pójdź aż na szczyty,
w drogę nie bierz nic z sobą, idź boso,
idź tak przed sobą, przed światem ukryty,
mijaj śmiało mroczne przepaście,
w złudnych strumykach nie gaś pragnienia
niech Cię droga łatwiejsza nie skusi,
idź aż na Górę Przemienienia.
- Świta, skończona walka,
z trudem się z kolan podnosisz,
i choć to Bóg cię pokonał
klęskę swą radośnie głosisz.
- Wraca w nieba podwoje Teresa
z Ojcem Janem radość podzielić,
jest następny w Karmelu szaleniec,
Boży wariat - śpiewają anieli.
Pójdę, Panie, w góry wysokie,
w góry urwiste, pójdę na szczyty,
i nie wezmę nic z sobą na drogę,
pójdę boso, przed światem ukryty,
minę śmiało mroczne przepaście,
w złudnych strumykach nie zgaszę pragnienia,
drogi łatwiejszej szukać nie będę,
pójdę na Górę Przemienienia.
| | | |