[...] Urodził się w roku 1925 i jest największym żyjącym badaczem dokonań św. Benedykta. "Mieszkam tutaj od 11 czerwca 1974 roku" - mówi. Drobny, surowy, w okularach o pozłacanej oprawie" : Adalbert de Vogüé.
[...] "Moja paryska rodzina była głęboko religijna", opowiada Adalbert w swoim baraku, na który mówi: la palais (pałac), gdyż na jego wyczucie jest za duży. Drewniany klęcznik, łóżko i zdumiewająca ilość pism, książek, dokumentów; jest nawet stary, zakurzony komputer. "Księdzem zostałem w roku 1950 - ciągnie - lecz do klasztoru wstąpiłem już w roku 1944, zanim skończyła się wojna. Zachęcony przez przełożonych, kontynuowałem studia patrystyczne, które mnie zresztą fascynowały. Moją uwagę zwrócił św. Benedykt."
I tak De Vogüé zaczął publikować coraz bardziej specjalistyczne rozprawy, znajdujące uznanie na forum międzynarodowym. Jako mnich z Pierre-qui-Vire często jeździł za granicę, by pogłębiać studia lub głosić uczone konferencje. Wciąż jednak towarzyszyła mu drążąca go myśl o życiu samotniczym.
"Wówczas było jeszcze za wcześnie, musiałem udoskonalić się we wspólnotowym doświadczeniu. Zamierzałem znaleźć drogę. W moich studiach natknąłem się na bardzo starą tradycję, która mnie wyjątkowo zafascynowała, na tradycję pustelników z Egiptu i z Prowansji, spisaną przez Sulpicjusza Severa i Cassiana. Już na początku piątego wieku żyli tu dawni cenobici ulokowani jako pustelnicy w pobliżu wspólnoty: przełożony, zezwoliwszy na ich odosobnienie, cały czas czuwał nad nimi."
W maju 1970 roku Adalbert udał się do Stanów Zjednoczonych. Zwiedził pustelnię Thomasa Mertona, zmarłego siedemnaście miesięcy wcześniej - fascynującej postaci, urodzonego w roku 1915 w Prades, we Francji, w rodzinie protestanckiej. Niedługo po urodzeniu Thomasa rodzina przeniosła się do Ameryki. Tam, na Columbia Univeristy w Nowym Jorku zdobył dyplom literatury, a potem, przez pewien czas, uczył literatury angielskiej. Ten ateista, antyklerykał, nwrócił się. W roku 1941 jako "father Louis" wstąpił do klasztoru trapistów pod wezwaniem Our Lady of Gethsemani w Kentucky, gdzie w roku 1949 otrzymał święcenia kapłańskie. W roku 1965 zezwolono mu na podjęcie próby życia pustelniczego. Opublikował tomiki poezji i dzieła medytacyje prozą, z których największą sławę zdobyła niewątpliwie Siedmiopiętrowa góra, autobiografia, w której opisuje dzieje swojej duchowej ewolucji. Zmarł 10 grudnia 1968 roku, porażony prądem z uszkodzonego wentylatora, w Bangkoku w Tajlandii, dokąd zaproszono go na kongres poświęcomy monastycyzmowi na Wschodzie.
Spotkanie z miejscami i otoczeniem, gdzie żył Thomas Merton, stał się niewątlpiwie dla De Vogüé przełomem: "Father Louis był, jak ja, intelektualistą, słabo uzdolnionym do praktycznego życia. Przeor postawił mu jako warunek pozostawania w pustelni, by przynajmniej raz dziennie zajrzał do klasztoru na południowy posiłek. Nabrałem ufności. Jego doświadczenie ośmieliło mnie, by zwierzyć się opatowi i powiedzieć mu o tym moim pragnieniu".
Były to trudne lata posoborowego aggiornamento. Pozytywny ferment: entzjazm i rozbieżność myśli. Także i niektórzy sposórd benedyktynów, mimo trudości i odmienności, których De Vogüé nie kryje: "mogli przyspieszyć swój wybór". W roku 1972 pewien współbrat uzyskuje zezwolenie, by żyć jak pustelnik w lasach położonych powyżej klasztoru. Dwa lata później nadeszła jego kolej. Od tamtej pory ojciec Adalber nie przerwał swej działalności intelektualnej, współpracując na przykład z paulinami włoskimi przy tworzeniu Dizionario dgli istituti di perfezione. Raz w tygodniu schodzi do opactwa: załatwia pocztę, zabiera trochę żywności.
De Vogüé budzi się każdego ranka kwadrans po trzeciej. Odmawia święte oficjum wedle biegu słońca po niebie: "To bogactwo, jak u źródeł. Odkryłem praktykę, która się stała sercem mojej modlitwy: ciągła recytacja pewnych słów z Psalmów, od dwóch do czterech. Najpierw, na początku dnia, powtarzam je przez pół godziny, potem w równych odstępach czasu. W ten sposób przez cały dzień duch ma jakby przewód łączący go nieustannie z Bogiem, z ośrodkiem zasilającym refleksję i medytację".
Reszta czasu poświęcona jest studiowaniu: od miesięcy pracuje nad książką o nadziei. Przyznaje, że nie ma uzdolnień do pracy fizycznej, ale mimo wszystko przymusza się, by porządkować las i piłować drzewo, którego część nosi też do klasztoru. Kłądzie się spać o wpół do dziesiątej i jada tylko raz na dobę, pod wieczór: "Czuję się świetnie, trzeba odkryć na nowo post. Jestem przekonany, że odrzucenie cielesnej ascezy przez część współczesnego monastycyzmu oraz przez dzisiejsze chrześcijaństwo wynika nie z osłabienia sił fizycznych, lecz uwagi i woli. Przed tym frontem ugieło się trochę nawet monastyczne życie wspólnotowe. Rytm zebrań, pracy, konferencji pozbawia ascezę mocy. Natomiast pustelnik, nie pomniejszając niczym swej wydajnej aktywności odkrywa, że posiada kapitał nieoczekiwanych sił. I ten potencjał, wyzowlony przez samotność, może zostać zainwestowany w ascezę".
De Vogüé wyjaśnia: "Życie pustelnicze pozwoliło mi wypróbować praktyki, które znałem z Reguły św. Benedykta, lecz którym nigdy nie mogłem się poświęcić. Jednak nie tylko to jest głównym dobrodziejstwem tego życia. Polega ono na koncentracji i wyciszeniu całego jestestwam dając możliwość pełniejszego i intensywniejszego skupienia się na Bogu. A także skupienia się na sobie, czuwania nad myślami, których dywagacje i dewiacje łatwiej zablokować i wyprostować. Ataki namiętności stają się rzadsze i trwają krócej. Tak więc mogę rzec, że żyję w głębokiej szczęśliwości".
Jak by się określił ? "Czy ja wiem ? - odpowiada De Vogüé. - Ekscentryczny cenobita ? Nieudany pustelnik ? Niebyt interesująca mieszanka ? Mój los nie napełnia mnie najmniejszą dozą goryczy, lecz nie sądzę, by to było czyste powołanie. Jestem pełen ograniczeń. Och, oczywiście, każdy mnich to ktoś z marginesu. A pustelnik to mnich do kwadratu, ktoś z marginesu pośród innych z marginesu, kto wcale nie chce być znakiem, ponieważ pustynia to brak znaczenia. Ktoś z marginesu pośród innych z marginesu, kto chce jedynie przestawać w obecności Boga."
/ Francesco Antoniolo,
Samotność pełna Boga /