" Z ludzi wzięty i dla ludzi ustanowiony."
Dnia 3 kwietnia 2003 roku w kościele seminaryjnym pod wezwaniem św. Michała Archanioła w Sandomierzu miały miejsce świecenia kapłańskie diakona Ryszarda Stanickiego . W szeregi kapłańskie wprowadził go Ksiądz Biskup Sandomierski Andrzej Dzięga . Ks. Ryszard przyjął święcenia kapłańskie nieco wcześniej od swoich kolegów kursowych z powodu bardzo widocznego postępu choroby nowotworowej. Na wstępie uroczystej liturgii święceń ks. biskup Ordynariusz zaznaczył, że kapłaśstwo to dar składany Bogu i Kościołowi, dar składany ze swego życia, ze swoich sił i serca. Te słowa miały szczególną wymowę w tej sytuacji, w jakiej znajdował się ks. Ryszard. Poświęcił całego siebie, bez jakiegokolwiek "ale" i oporu, przyjął na siebie krzyż choroby i cierpienia i zaniósł go na Golgotę, aby całkowicie zjednoczyć się z Bogiem.
W niedzielę 7 kwietnia 2003 roku, ksiadz Ryszard celebrował Mszę św. prymicyjną w rodzinnej parafii św. Jacka w Chrzanowie. Po błogosławieństwie prymicyjnym powiedział do kolegow-kleryków: "nawet sobie nie wyobrażacie jaki jestem szczęśliwy". Był to dzień radości całego Kościoła, ubogaconego darem tego kapłańskiego serca. Serca wprawdzie jeszcze młodego, ale jakże doświadczonego, dojrzałego w wierze, w miłości i zahartowanego w cierpieniu . Widoczne bylo, że jego sily fizyczne bardzo słabną, lecz wzrasta moc ducha.
"W Tobie, Panie zaufałem, nie zawstydzę się na wieki."
Dnia 14 maja 2003 roku o godzinie 14:00 ks. Ryszard Stanicki odszedł z tego świata do wieczności, odszedł jakby śpiesząc się na Godzinę Miłosierdzia Bożego. W dniu jego pogrzebu, 17 maja, przed liturgią Mszy św. w parafialnym kościele w Chrzanowie, Ksiądz Rektor wskazał na zasadnicze rysy jego osobowości.
Powiedział m.in.:
"Ksiadz Ryszard przeżył, patrząc po ludzku, niewiele czasu, bo niespełna ćwierć wieku. Pan powołał go do Siebie w dniu liturgicznego świeta św.Macieja , który został dołączony do grona Apostołów. Ks. Ryszard został dołączony do grona kapłanów Kościoła Chrystusowego. On w pełni zeralizował słowa, które napisał w 1997 roku w podaniu o przyjęcie do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu: "w sercu odczuwam powołanie przez Chrystusa i chęć pójścia za Nim. Został przyjęty do Seminarium i był wzorowym alumnem pod względem zachowania, braterstwa i nauki. Widoczna była w jego życiu formacja seminaryjna, która coraz mocniej zacieśniała jego więź z Bogiem. Prosząc o udzielenie mu posługi akolity, napisał: "chcę złożyć z siebie ofiarę duchową w coraz pełniejszym uczestnictwie w Eucharystii". A kiedy pisał podanie o święcenie diakonatu, był już na swojej drodze na Golgotę. Okoliczności jego życia ostatnich kilkunastu miesięcy wskazywały na to, że przyjdzie mu wiele wycierpieć, a jednak nie odwracal sie od nikogo , nadal wszystkim spieszył z pomocą i radą. "Będę bardzo szczęśliwy - powiedział do mnie w styczniu 2003 r., podczas rozmowy w drodze powrotnej z Kliniki Onkologicznej w Hanoverze - gdy wraz z kolegami kursowymi przyjmę święcenia kapłańskie, jednak niech dzieje się wola Boża. Dotknął mnie nowotwór złośliwy, ale to wszystko jest wielką tajemnicą planów Bożych. "Niedługo potem, podczas odwiedzin alumnów w jego rodzinnym domu powiedział mi: "choroba nauczyła mnie bardzo wiele. Gdybym mógł cofnąć się o dwa lata i dano by mi wybierać zdrowie albo chorobę, wybrałbym jeszcze raz to wielkie doświadczenie krzyża." W ostatnim własnoręcznie napisanym podaniu o udzielenie święceń kapłańskich, ks. Ryszard wyraził swoją wolę: "z Chrystusem chcę poświęcić siebie dla zbawienia ludzi", a na obrazku prymicyjnym umieścił słowa z Te Deum: "Tobie Panie, zaufałem, nie zawstydzę się na wieki." Słowa te "podpisał" swoim krótkim życiem. "Oto poszedł za Chrystusem, do domu Ojca" - zakończył ks. Rektor.
We wstępie Mszy św. żałobnej główny celebrans, ks. bp. Andrzej powiedział: "ksiądz Ryszard niewiele odprawił w swoim życiu Mszy świętych, tę ofiarujemy w jego intencji, które leżały mu na sercu". W kazaniu zaś mówił: "jak silny promień światła przebija się przez mrok i pokazuje piękno jakiegoś przedmiotu, tak życie księdza Ryszarda pokazywało nam , zwłaszcza w ostatnim czasie, co jest dla człowieka najważniejsze. Jego życie bylo dla nas wszystkich wielkimi rekolekcjami. (....) Kapłańskie życie podobne jest do tajemnic Rożańca świętego, są w nim chwile radosne, są bolesne. Najczęściej jednak jest podobne do tajemnic światła - kapłan bowiem sprawuje Eucharystię i sakramenty święte , głosi Słowo Boże i przybliża ludziom Królestwo Niebieskie. Dla ks. Ryszarda nastały teraz tajemnice chwalebne. Ile razy spojrzymy na tę trumnę, na jego grób, niech zawsze nam w sercu oddzywają się na nowo te słowa: "w Bożych sprawach trzeba się spieszyć".
Na zakończenie liturgii pogrzebowej ojciec duchowny Seminarium, ks. dr. Jacek Beksiński powiedział: "kończy się pielgrzymka ziemska ks. Ryszarda. Na ziemi otrzymał powołanie do kapłaństwa, a każde powołanie jest wielka tajemnicą. Ks. Biskup dał mu największy dar na ąwiecie - Chrystusowe kapłaństwo, a był to "prezent" imieninowy (w dniu święceń ks. Ryszard obchodził imieniny). Gdy przeżywaliśmy wspólnie rekolekcje przed święceniami, to nie ja je prowadziłem, lecz on prowadził je dla mnie. W okolicach około czterdziestu dni po Zmartwychwstaniu jest Wniebowstąpienie, ks. Ryszard po czterdziestu dniach kapłaństwa został wzięty przed oblicze Boga Najwyższego. Pokazał nam wszystkim, że nie są ważne osiągnięcia intelektualne i materialne, ważne jest, jak to ujął na swoim obrazku prymicyjnym: "....zaufać Panu i trwać przy Nim na wieki... "
/ POWOLANIE - Pismo Alumnów WSD Sandomierz. Nr 35 /