Strona główna


Dobre teksty


SPOTYKASZ OBLICZE

Bóg, którego spotykamy, zwracając się w głąb, nie jest jakąś martwą statuą, lecz żywym Bogiem. Jest "Bogiem, który mnie zna, który mnie miłuje i lituje się nade mną, i leczy moje rany". Kiedy spojrzysz głęboko w siebie, spotkasz spojrzenie, uważne, miłosne spojrzenie. Videntem videre, mówi św. Augustyn (354-430): zobaczysz kogoś, kto patrzy na ciebie. Spotkasz oczy, które tchną ciepłem i miłością.

Święty Jan Ewangelista opowiada: "Jezus chodząc obok, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia" (J 9,1). Tym człowiekiem jest każdy z nas. Jednak dlatego, że Jezus patrzy na nas, my stopniowo otrzymujemy zdolność widzenia.

Zamiast wystawiać się na to Boskie spojrzenie, które nas od wewnątrz stwarza i ożywia, często się odwracamy, i to przeważnie na zewnątrz, szukając ludzkiego spojrzenia. Zalęknieni zastanawiamy się, jak inni patrzą na nas, co o nas myślą, jakie robimy na nich wrażenie. Patrzymy na siebie samych oczami innych ludzi. Obce spojrzenia czynimy naszymi własnymi. Nasza tożsamość, albo lepiej powiedziawszy - to, co uważamy za naszą tożsamość - jest całkowicie zależna od tego, co myślą inni. Dlatego zawsze żyjemy na granicy przepaści. W każdej chwili to ciepłe spojrzenie może się zmienić albo odsłonić chłód i obojętność.

Ryzyko polega na tym, że możemy całe życie być więźniami ocen ze strony innych ludzi. Dokonujemy wyborów zależnie od tego, co sądzimy, że inni powiedzą; robimy to, co robimy, aby nie zaskakiwać innych, lub by uniknąć krytyki. Nie mamy odwagi tak naprawdę być sobą i ten brak prawdy i autentyzmu skazuje nasze życie na bezowocność. Istnieje stały rozdźwięk między tym, co robimy, a tym, kim w głębi jesteśmy. A w gruncie rzeczy nie wiemy nawet jacy jesteśmy. Jeżeli większość życia poświęcamy temu, by spodobać się innym, to żyjemy przecież w nieustannej alienacji.

Rozwiązaniem jest wewnętrzne skupienie. Zwracasz się w głąb i spotykasz miłosne spojrzenie Boga. Wystawiasz się na Jego wzrok, który spoczywa na tobie z bezgraniczną miłością. Jego spojrzenie jest stwarzające, sprawia, że stajesz się tym, kim naprawdę jesteś. Pod Jego spojrzeniem staniesz się w pełni sobą. Jego spojrzenie stopniowo koi wszystkie rany. Tak  s t o p n i o w o. On daje ci czas, być organicznie wzrastał w tym rytmie, jaki On wie, że jesteś dobry dla ciebie.

Wszyscy skrywamy głęboką tęsknotę za tym, by zostać dostrzeżonymi, dostrzeżonymi w całej naszej rzeczywistości, z jej bogactwem i może przede wszystkim z całą jej biedą; by być ogarniętym kochającym spojrzeniem, które nie osądza, lecz przyjmuje. Wobec takiego spojrzenia mamy odwagę stanąć nadzy, w całej prawdzie.

To nie analiza samych siebie może nas uratować. Oczywiście, że w tradycji monastycznej mówi się o rachunku sumienia. Jednak czas, który w klasztorze poświęca się na rachunek sumienia, jest nieznaczyn w porównaniu z czasem poświęcanym modlitwie. Poza tym rachunek sumienia to nie autoanaliza. Do istoty rachunku sumienia należy przecież poddanie się Bożemu spojrzeniu i pozwolenie na to, by Bóg rzucił strumień światła na nasze życie, a przez to wszystkie plamy zostają odkryte. Tylko Boże spojrzenie wnika w nas tak głęboko, że możemy ujrzeć siebie takimi, jacy jesteśmy. Jeśli Bóg nie byłby z nami podczas rachunku sumienia, to jeszcze bardziej zajmowalibyśmy się sobą, a w rezultacie doszlibyśmy do zadufania w sobie albo do bezradności, dwóch biegunowo różnych skutków nadmiernego skoncentrowania się na sobie. Natomiast prawdziwa skrucha jest konstruktywną siłą, która dodaje odwagi i inspiruje.

Wiele z tego, co jest w nas, nie rozumiemy i nigdy nie zrozumiemy w pełni. Człowiek jest tajemnicą dla samego siebie, tak fizycznie, psychicznie, jak i duchowo. Nasz wzrok nigdy nie sięgnie tak głęboko, byśmy umieli przejrzeć samych siebie. I choćbyśmy mogli to uczynić, to by nas nie uleczyło. Doświadczenie pokazuje, że jasne wejrzenie nie wystarczy, aby zostać uzdrowionym. Z pomocą psychoanalizy można z czasem zrozumić, dlaczego i jak utworzyły się pewne psychiczne zawikłania, ale nie ma gwarancji, że przez to lepiej się poczujemy. Psychiczne zawikłania są swego rodzaju zranieniami psychiki, a one topnieją tylko wtedy, kiedy wejdą w kontakt z ciepłem miłości.

Boże spojrzenie jest zarówno światłem, jak ciepłem. To rozeznanie i jasność, które daje Jego spojrzenie, nie rodzi w nas cierpienia, ponieważ Bóg kocha i pozwala się kochać równocześnie. Odsłania naszą nagość, ale zarazem okrywa swoim płaszczem miłości.

Odsłania nie tylko naszą nagość, ale i piękno. Przypomina nam o tym, że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi. Wskazuje na to światło, które w nas świeci, jaśniejsze od wszystkich naszych ciemności. Pozwala nam odkryć naszą prawdziwą tożsamość. Zaprasza, byśmy spojrzeli na siebie Jego oczyma, identyfikowali się z naszym światłem.

Wielu z nas zbyt wiele czasu poświęca na to, aby się zmieniać, na pracę nad własnymi błędami, na usiłowania, by stać się lepszym człowiekiem. To jest dobre, ale nie najlepsze ! Zaoszczędzilibyśmy czas i siły gdybyśmy, ilekroć napotykamy na swoje slabości, nasze ciemne żądze, odejście od prawdy, natychmiast skierowali się w głąb i próbowali spotkać spojrzenie Ojca. My możemy tylko zdmuchnąc fasadę, On od wewnątrz stworzy nas na nowo.

Święty Jan od Krzyża mówi o "aktach anagogicznych", jako o najlepszym środku na nasze słabości. Polegają one właśnie na tym - na odwróceniu uwagi od siebie i sytuacji, w jakiej się znajdujemy, aby zamiast tego skierować swój wzrok na Boga.

Miłosne spojrzenie Boga jest niezwykle dynamiczne. On przyjmuje i kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. To nie znaczy, że nie musimy się zmieniać. Jego spojrzenie jest pełne nadziei. Jego spojrzenie wyzwala, otwiera nowe horyzonty, stymuluje. Ludzkie spojrzenie potrafi nas przybić, czasem odziera nas z wszelkiej możliwości zmiany czy rozwoju. Musimy nosić nadaną nam etykietkę przez całe życie. Bóg nie przypina etykietek. On jest życiem, a kiedy patrzy na nas, a my patrzymy na Niego, to porywa nas Jego strumień. Trwając w promieniach Bożego spojrzenia, nie sposób się nie zmienić. Jednak zmianiając się, jesteśmy coraz mniej zainteresowani zmianami, a coraz bardziej Bogiem, samym Bogiem ze względu na Niego samego, zainteresowani tym, że On jest tym, kim jest - warty całej naszej miłości.

/ Wilfrid Stinissen OCD, Panie, naucz nas modlić się. Ku modlitwie milczenia /