Strona główna


Duchowość


ŚW. DOMINIK

Duchowość
Życiorys    Legendy    Rodzina dominikańska    Linki

Duchowość dominikańska opiera się na kilku podstawowych zasadach:

Współczucie

Współczucie było początkiem postawy apostolskiej św. Dominika. Postawa pochylenia się nad ludzką biedą cechowała go, zanim jeszcze usłyszał powołanie do głoszenia słowa Bożego. Właśnie współczucie nakazało mu pozostać w południowej Francji, kiedy w trakcie pielgrzymki z Hiszpanii do Rzymu na własne oczy oglądał spustoszenie, jakiego w duszach ludzkich dokonuje neomanicheizm. Współczucie kształtowało jego postawę apostolską, której istotnym elementem były całonocne modlitwy i liczne czyny pokuty.

Słowo Boże nie może być przedmiotem propagandy

Słowo apostoła musi wypływać naprawdę z jego duszy, stanowić jakby cząstkę jego samego. Nie da się apostołować samym tylko słowem, za słowem apostoła musi stać jego czyn, jego postawa, a w końcu - on sam.

Świadomość, że słowo Boże nie moce być przedmiotem propagandy, jest głęboko zakorzeniona w duchowości dominikańskiej. We wspólnocie, która się nazywa "zakonem głosicieli słowa Bożego" (Ordo Praedicatorum), wcale nie wymienia się głoszenia słowa jako pierwszego zadania zakonu. Konstytucje zakonne paradoksalnie wymieniają je nawet na miejscu ostatnim: Wśród elementów stanowiących życie dominikańskie najważniejsze to życie wspólne, odprawianie liturgii oraz modlitwa prywatna, wypełnianie ślubów, nieustanne zgłębianie prawdy i posługa apostolska. W wiernym wypełnieniu tych zadań wspomaga nas klauzura, milczenie, habit oraz dzieła pokuty. Słowo Boże powinno się głosić całym sobą, a nie tylko ustami.

Postawę powyższą wyraża bardzo popularna w zakonie dewiza, która wyraża samą istotę duchowości dominikańskiej: contemplata aliis tradere - nauczać innych tego, w czym jest się samemu zakorzenionym poprzez kontemplację.

Toteż pisma poświęcone duchowi dominikańskiemu roją się od praktycznych wskazówek i wezwań, aby nasze słowa rzeczywiście płynęły z naszego osobistego i wspólnotowego zjednoczenia z Bogiem. Liczne są również teksty, w których napomina się zakonników, aby głoszenie słowa Bożego nie ograniczali tylko do ambony czy konfesjonału, ale starali się wykorzystać każdą po temu okazję.

Warunkiem dobrego posługiwania jest nie tylko osobiste zjednoczenie z Bogiem: cała wspólnota powinna być przeniknięta duchem Bożym i jest jakoś współwinna, jeśli któryś z jej członków głosi słowo Boże w sposób niegodny.

Kościół, jakim jest wspólnota zakonna, musi być oczywiście skoncentrowany wokół liturgii. Nacisk na wspólną liturgię wyrasta u dominikanów ze średniowiecznych przekonań na temat istoty życia apostolskiego: polega ono nie tylko na głoszeniu Ewangelii, ale na wspólnocie życia przenikniętego wiarą, zaś kulminacyjnym wyrazem i podstawowym źródłem tej wspólnoty jest liturgia.

Głosiciel słowa Bożego, sam zjednoczony z Bogiem, przede wszystkim powinien mieć na celu, aby również innych do Boga przybliżyć.

Ustawiczne zgłębianie Bożej prawdy

Duchowość dominikańską cechuje wysoki szacunek dla nauki i studiowania. Jest on traktowany jako integralna część naszego obowiązku apostolskiego.

W tradycji zakonu ciągle się przypomina, że nie ma prawdziwego studiowania prawd Bożych bez modlitwy, ostatecznie bowiem nie uczymy się prawdy Bożej z ksiąg ani od ludzi, lecz od samego Boga.

Różnie mogą brzmieć konkretne wskazówki dla zgłębiających prawdę Bożą. Raz będą to wezwania, aby swoje studiowanie przepoić ubóstwem i czystością, kiedy indziej będzie się zachęcać do pokory - i modlitwy. Ale wszystko to świadczy o tym, że w zakonie dominikańskim przechowywana jest - zapewne nieraz nieudolnie - świadomość, iż szukanie prawdy i służba prawdzie wymaga wysiłku nie tylko intelektualnego, ale również duchowego.

Nadzwyczajne świadectwo takiej postawy złożył św. Tomasz, który umiał z szacunkiem pochylić się nad każdym ludzkim poszukiwaniem prawdy i zawsze gotów był uczyć się jej również od pogan i przeciwników. Uważał ponadto, że jeśli prawda jest prawdą, to nie zdołają jej unieważnić nawet najbardziej inteligentne zarzuty. Dlatego nie chronił głoszonej przez siebie prawdy przed zarzutami, lecz formułował je najostrzej, jak tylko było można, oraz starał się wydobyć ten aspekt słuszności, jaki w sobie zawierały.

Warunkiem szacunku dla innych szacunek dla siebie

"Właściwe zakonowi posłannictwo - czytamy w Konstytucji podstawowej zakonu - domaga się od braci odpowiedzialności i wielkoduszności. Każdego brata po ukończeniu formacji należy traktować jako człowieka dojrzałego: ponieważ naucza innych ludzi i wypełnia różne obowiązki w zakonie. Z tego powodu zakon pragnie, aby jego prawa nie obowiązywały pod grzechem, a to dlatego, że bracia mają je przyjmować z mądrością: nie jako niewolnicy postawieni pod prawem, lecz jako wolni obdarzeni łaską".

W tradycji dominikańskiej często spotyka się wezwania do przełożonych, aby swoją władzę spełniali w duchu wiary i miłości. Konstytucje zakonne przypominają, że sam św. Dominik "pokornie się poddawał zarządzeniom, a zwłaszcza prawom, jakie po wszechstronnym rozważeniu ustanawiała generalna kapituła braci". "Przełożony, szukając woli Bożej i dobra wspólnoty, niech się nie uważa za szczęśliwego, dlatego że panuje swą władzą, lecz że służy w miłości. Niech się stara o to, żeby w sposób wolny spełniano swoje zadania, a nie żeby mu w sposób niewolniczy podlegano" .

Druga cecha specyficzna dla ustroju zakonu dominikańskiego to instytucja dyspensy. Bezpośredni cel tej instytucji jest jasny: nie człowiek jest dla szabatu, ale szabat dla człowieka, toteż przepisy zakonne powinny służyć zakonnikom, a nie odwrotnie, ponadto przepisy nie powinny stanowić przeszkody w naszej pracy apostolskiej. Na dalszą metę, instytucja dyspensy ułatwia realizację różnych powołań wewnątrz jednego zakonu.

Jeszcze jedna cecha ustroju zakonu wydaje się świadczyć o tym, z jaką powagą traktuje się u dominikanów zasadę wzajemnego szacunku: mianowicie ustrój zakonu jest dogłębnie i od samego początku demokratyczny. Odrzucono zasadę dożywotności urzędów, przełożeni są wybierani przez zainteresowane wspólnoty i w ważniejszych decyzjach uzależnieni od wybieralnych rad klasztornych bądź całych wspólnot, istnieje system kontroli władzy, któremu podlegają wszyscy przełożeni, generała zakonu nie wyłączając. Wprowadzenie takiego ustroju było możliwe dzięki temu, że pierwsze pokolenie zakonu rekrutowało się przede wszystkim z ówczesnych elit uniwersyteckich.

Ubóstwo znakiem i narzędziem postawy apostolskiej

Ubóstwo dominikańskie ma pewien odcień specyficzny w stosunku do ogólnomonastycznego ideału ubóstwa: jest wyraźnie złączone z apostolskimi celami zakonu. W tradycji dominikańskiej usilnie przypomina się ogólnomonastyczny ideał ubóstwa, podkreślając jedynie, co specyficznego wynika dla doktryny oraz praktyki ubóstwa z apostolskich celów zakonu.

Oto jak problematykę ubóstwa ujmują konstytucje zakonu: "Pragnąc dotrzymać kroku Apostołom, którzy bez złota, srebra i pieniędzy głosili Królestwo Boże, święty Dominik oraz jego bracia postanowili, stosownie do apostolskich wymagań swojego czasu, nie mieć posiadłości ani dochodów, ani pieniędzy, i głosić słowo Ewangelii, żebrząc codziennie o chleb dla wspólnoty. Duchem tego apostolskiego ubóstwa w początkach zakonu również my powinniśmy żyć, stosownie do różnych warunków miejsca i czasu".

Zakon pragnie realizować ubóstwo w duchu wielkiej tradycji monastycznej; jednakże nawet ta deklaracja jest przesycona nawiązaniami do naszego powołania apostolskiego: "Posłuszni słowom Pana: Idź, sprzedaj co masz i rozdaj ubogim, i przyjdź mnie naśladować (Mt 19,21), postanowiliśmy być ubogimi w rzeczywistości i w duchu. Ponieważ innych staramy się wyrwać spod panowania bogactw i zwrócić ku dobrom niebieskim, sami powinniśmy zwyciężać chciwość, upodabniając się do Chrystusa, który dla nas stał się ubogi, abyśmy stali się bogaci Jego ubóstwem (2 Kor 8,9).

W początkach zakonu apostolski wymiar ubóstwa dominikańskiego wynikał nie tylko z założenia, że głosiciel Ewangelii powinien być wolny od nadmiernych trosk doczesnych, aby tym więcej mógł się oddać nauczaniu słowa Bożego. Ubóstwo stało się wówczas (pierwsza połowa XIII wieku) czymś dodatkowo koniecznym, gdyż pod wpływem prądów neomanichejskich zaczęto odmawiać wiarogodności apostolskiej księdzu, który nie żyje ubogo. Toteż pierwsze pokolenie dominikanów było naprawdę - a nie tylko w swoich deklaracjach - wspólnotą biedaków.

Podstawą utrzymania była jałmużna. Później zasada ta zinstytucjonalizowała się w, tak znanym ze źródłem staropolskich, kwestowaniu. Początkowo przecież było w tym coś naprawdę szokującego, że oto ksiądz prosi o chleb jak zwykły żebrak. Według tradycji zakonnej, w czasach św. Dominika klasztory nie zabezpieczały sobie zapasów większych niż, na jeden dzień; jeśli były nadwyżki, należało je rozdać ubogim. W ten sposób zakonnicy żyli nie tylko skromnie, ale w rzeczywistym ubóstwie: z dnia na dzień zależni od innych, w ciągłej niepewności jutra. W tamtych czasach był to prawie konieczny warunek, żeby do niektórych środowisk można było pójść ze słowem Bożym. Pamięć o czasach, kiedy klasztory dominikańskie nie mogły mieć żadnej spiżarni, zachowała się w popularnej w zakonie legendzie, według której sami aniołowie nakarmili braci, kiedy nie mogli użebrać jedzenia na obiad, poza jedną bułką, którą oddali jakiemuś biedakowi.

Dominikanie są zakonem żebraczym. Jest to nazwa raczej przestarzała, wyraża jednakże ideę znacznie bardziej odporną na przemijanie. W Kościele średniowiecznym, w którym postawą utrzymania duchownych były dziesięciny i beneficja, nie było ekonomicznych możliwości dla powstania zakonu, zajmującego się nauczaniem wiary, a więc nie mogącego się utrzymać z pracy własnych rąk. Decyzja utrzymania się z jałmużny pozwoliła ten impas przekroczyć.

Po drugi materialna zależność od dobroczynności wiernych skłania do ciągłych pytań, czy nasza zakonna i apostolska gorliwość jest wystarczająco autentyczna, żeby wolno nam było być niejako na utrzymaniu ludu Bożego. Tradycja zakonu rozróżnia jałmużnę (eleemosyna), której wierni udzielają, aby umożliwić nam służbę Bożą, od podarków (munuscula), których należy unikać, ponieważ od służby Bożej raczej odwodzą.

W zakonie dominikańskim często powtarza się wezwania do duchowej wdzięczności wobec tych, którzy zaspokajają nasze potrzeby doczesne. Modlitwy za tych, "którzy dobrze nam czynią dla imienia Twego" - żyjących i umarłych odprawiane są w klasztorach dominikańskich codziennie.

Nieosiągalny idea: apostolstwo powszechne

Dominikanie są pierwszym w historii Kościoła zakonem, którego wszystkie klasztory podlegają władzy jednego przełożonego generalnego. "Zakon ma charakter powszechny - deklaruje Konstytucja podstawowa - ponieważ jest posłany do wszystkich ludów, w jedności z całym Kościołem".

Ten ideał apostolstwa powszechnego wyrażony jest nawet w jednym z atrybutów ikonograficznych św. Dominika, mianowicie w symbolu szczenięcia zapalającego pochodnią kulę ziemską. "Matka, zanim go jeszcze poczęła, widziała we śnie, jak gdyby nosiła szczenię, które trzymało w pysku płonącą pochodnię, a które wyszedłszy z jej łona zdawało się zapalać cały świat". Zapalać słowem Bożym cały świat - to jest właśnie ideał dominikański.

W ciągu paru pierwszych wieków żywe było w zakonie pragnienie, aby zanieść Ewangelię "aż na krańce ziemi". Wyrażało się ono w nie zrealizowanych planach św. Dominika pójścia ze słowem Bożym do Saracenów lub Kumanów.

Źródłem inspiracji dla tych pragnień ogarnięcia "całego świata" słowem Ewangelii było znamienne wydarzenie w samych początków zakonu. Mianowicie w roku 1219, kiedy zakon liczył zaledwie kilkunastu braci, św. Dominik "zwołał ich oraz wezwał Ducha Świętego i wyjawił im swoje postanowienie, aby wszystkich braci, choć bardzo nielicznych, rozproszyć po różnych krajach, albowiem rozrzucone ziarno przynosi owoce, trzymane zaś razem butwieje". Trwałą cechą duchowości dominikańskiej jest paradoksalne przeświadczenie, że zobowiązani są głosić słowo Boże również tam, gdzie to nie jest ich obowiązkiem, a nawet tam, gdzie to przekracza ich możliwości. Nie wolno na przykład dominikaninowi ograniczyć się do swoich obowiązków wykładowcy, katechety czy proboszcza, choć te szczegółowe obowiązki winien się starać wypełniać dobrze; duch zakonu wymaga otwarcia również na te wezwania do głoszenia słowa Bożego, które przychodzą do niezależnie od wykonywanych obowiązków.

Różaniec stanowi jeden z dowodów, że obowiązek apostolstwa powszechnego jest integralnie wszczepiony w duchowość dominikańską. Z paru względów różaniec jest niemal idealnym przykładem dzieła powszechnego. Po pierwsze, jest to modlitwa tak prosta, że dostępna nawet analfabetom, a jednocześnie tak mądra, że przerastająca wytrawnych teologów czy intelektualistów. Ponadto treścią różańca jest sama istota wiary chrześcijańskiej, tzn. tajemnica Wcielenia, Odkupienia i Przebóstwienia. Po trzecie, w tajemnice te różaniec wprowadza poprzez modlitewną kontemplację, a trudno wyobrazić sobie mniej jednostronną metodę wkorzeniania się w rzeczywistość wiary. Zaangażowanie zakonu w rozkrzewianie różańca świadczy również o tym, że pokusa elitarności, która może grozić dominikanom z powodu ich - mniej lub bardziej prawdziwych - ambicji intelektualnych, jest na ogół szczęśliwie przezwyciężana.

Mówiąc o różańcu, nie można pominąć maryjnego charakteru zakonu. Maryjność dominikańska jest wyraźnie świadoma powszechnego charakteru Maryi w dziele zbawienia. Wyraża to na przykład popularna w zakonie legenda, o płaszczu Matki Bożej, którym okrywa Ona synów i córki św. Dominika.

Zakon czasów ostatecznych

Teksty dotyczące początków zakonu pełne są świadectw tego przekonania, że żyjemy w czasach ostatecznych. Motywy eschatologiczne zostały wyciszone dopiero później.

Nawet ikonografia św. Dominika przeniknięta jest eschatologią. Za pomocą motywu szczenięcia zapalającego kulę ziemską płonącą pochodnią św. Dominik został jednoznacznie zestawiony z Janem Chrzcicielem (por. Łk 1,17). Analogicznie wyjaśniają pierwotne źródła znaczenie gwiazdy, którą nad czołem św. Dominika miała zobaczyć jego matka chrzestna. Jak Jan przygotowywał ludzi na pierwsze przyjście Pana, tak Dominik został posłany na to, by przygotować Jego przyjście ostateczne. Jak Jan Chrzciciel, poprzedzając niby jutrzenka wschód słońca, zapowiedział pierwsze przyjście Zbawiciela, tak święty Dominik spełnia zadanie gwiazdy wieczornej i kiedy chyli się ku zachodowi światło tego świata, poprzedza - jak wierzymy - bliski już sąd.

/ opracowano na podstawie tekstu o. Jacka Salija, Duchowość dominikańska /