Modlitwa Jezusowa jest wyraźnym przykładem modlitwy, która dotyczy również ciała. To jest nie tylko modlitwa duszy, ale całego człowieka. I ona przemienia go całego. Kościół wschodni bardziej niż zachodni pozostał wierny semickiej i biblijnej wizji człowieka. Kiedy starzec chce nauczyć rosyjskiego pielgrzyma nieustannej modlitwy, bierze Filokalia i czyta fragmenty z Symeona Nowego Teologa (949-1022):
Siądź samotnie i w milczeniu, pochyl głowę, zamknij oczy, oddychaj spokojnie, zaglądaj jakby do serca, sprowadzaj twój umysł, tj. myśl, do jego wnętrza. Wraz z oddechem wypowiadaj słowa: Panie, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną; ustami, cicho, albo tylko w umyśle.
Choć nękani jesteśmy rozproszonymi myślami, ciało może nam pomóc w łatwiejszym i szybszym skupieniu.
Jeśli potrudziwszy się nieco, nie zdołasz wejść do krainy serca, tak jak to miałeś wyjaśnione, to uczyń, co ci powiem, a z pomocą Bożą znajdziesz to, czego szukasz. Wiesz, że zdolność do tworzenia słów tkwi w krtani człowieka. Niech ona zatem nieustannie mówi: Panie, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną ! - ty zaś odpędzaj twoje myśli (możesz to uczynić, jeśli zechesz) i przymuszając się, zawsze wymawiaj te słowa. Jeśli przez pewien czas w tym wytrwasz, to niewątpliwie otworzy się wejście do twego serca. Jest to sprawdzone doświadczeniem.
Wielu innych Ojców i pisarzy duchowych radzi, by odmawiać Modlitwę Jezusową w rytm oddechu. Przy wdechu: "Panie, Jezu (Chryste)", przy wydechu: "zmiłuj się nade mną". Albo "Panie" - wdech, "Jezu" - wydech, "zmiłuj się" - wdech, "nade mną" - wydech. Zestrojenie oddechu i słów sprawia, że modlitwa Jezusowa stopniowo staje się tak samo naturalna, jak oddychanie. Przychodzi to z chwilą, kiedy jedno pociąga za sobą drugie.
Franz Jalics, jezuita, który prowadzi rekolekcje w Niemczech, zaleca powtarzanie imienia "Jezus" przy wdechu, a "Chryste" przy wydechu. Taki sposób może się z początku wydawać nieco uciążliwy. Jednak właśnie czekając w przerwie po wydechu na dopełnienie modlitwy zawołaniem "Chryste", ćwiczymy się w skupieniu i wytrwałości.
Nie jest jednak absolutnie konieczne, by praktykować Modlitwę Jezusową w rytm oddechu. W ciągu wieków prowadzono na ten temat ożywione dyskusje. Pustelnik Teofan pisał: "Ważne jest (...) aby w pewnym stopniu kontrolować swoje oddychanie tak, by dostosować je do rytmu słów". Z drugiej strony jest on zupełnie przeciwny tym, którzy przykładają dużą wagę do techniki oddychania, zalecanej przez niektórych Ojców. Odradza ją, choć równocześnie przyznaje, że może ona dokonywać się jakby samoistnie.
Osobiście jestem zdania, że kto nauczył się żyć w swoim ciele, ten niekoniecznie doświadcza metody psychofizycznej jako czegoś "mechanicznego". Jest to naturalne uczestnictwo ciała w modlitwie i przydaje jej szczególnego bogactwa i pełni. Natomiast kiedy ciało jest bardziej czymś obcym niż przyjacielem, to taka metoda, przynajmniej z początku, może stanowić przeszkodę. Jest też jasne, że Teofan skierował ostrzeżenie przede wszystkim do tych, którzy całe swoje życie chcą poświęcić modlitwie Jezusowej. Dla tych, którzy oddają się jej przez dwadzieścia czy trzydzieści minut dziennie, takie ryzyko nie istnieje.
/ Wilfrid Stinissen, Imię Jezus jest w tobie. O modlitwie nieustannej /