W pewną zimową niedzielę zostałem zaproszony przez mojego kursowego kolegę na parafię, gdzie był proboszczem. Gdy wraz z jego dlaszą rodziną znaleźliśmy się już na miejscu okazało się, że nasz gospodarz kończy właśnie sprawowanie Eucharystii, po której mieliśmy wspólnie spożyć obiad.
Istotnie, po paru minutach oczekiwania ksiądz proboszcz wrócił na plebanię i nie był w stanie ukryć swego wielkiego rozbawienia. Gdy już zaspokoił swój pierwszy głód i dostatecznie "podkręcił" naszą ciekawość opowiedział, co było przyczyną jego niezwykłej wprost radości.
Otóż ta ostatnia dla niego Msza św. niedzielna (obsługiwał cztery kościoły) była odprawiana jako dziękczynna w dniu złotych godów małżeńskich. I wszystko odbywał się z należytym namaszczeniem, dopóki nasz zaprzyjaźniony duszpasterz nie wpadł na pomysł, by jubilaci publicznie wspomnieli swój dzień zaślubin sprzed pół wieku.
Mąż-jubilat wycofał się z "z zeznań" od razu, ale jego żona-jubilatka zdawała się czekać na tę życiową szansę i śmiało wyciągnęła rękę po mokrofon, aby zebranym w kościele ludziom powiedzieć:
- Pamiętam wszystko: jak byłam ubrana, jakie miałam kwiaty, jaka była pogoda, ba, nawet o czym było kazanie ! Ale najbardziej utkwił mi w pamięci moment, w którym ksiądz zaprosił nas do ołtarza i zapytał:
- Wincenty, czy chcesz pojąć za małżonkę, tę oto Teklę, którą tu widzisz ?
I wtedy mój narzeczony zawahał się, odwrócił się do mnie, potem do księdza i patrząc mu w oczy, zapytał:
- A co mi ksiądz radzi ?
I trudno powiedzieć, czy ksiądz znał się po prostu na żartach, czy oni to sobie wcześniej z narzeczonym umyślili zrobić (znali się bowiem od dawna), ale jest faktem, że ksiądz popatrzył przenikliwie na mnie, a potem na Wincentego i rzekł:
- Na twoim miejscu to ja bym ją brał.
- No, to dobrze, biorę ! - odpowiedział po krótkim namyśle Wincenty. I w ten sposób przeżyliśmy pół wieku w małżeństwie...
I co wy na to, zwolennicy równouprawnienia, demokracji i pluralizmu ? Bo może to zaufanie do księdza jest więcej warte niż te nasze europejskie pomysły na życie ?
/ ks. Aleksander Radecki,
Radość w codzienności/