Wieczorny pociąg osobowy relacji Jelenia Góra-Wrocław był tego dnia bardzo przepełniony,
a w dodatku PKP popisywało się swoimi możliwościami grzewczymi, gotując wprost swych klientów w wagonach.
Na jednej ze stacji wsiadła mama z pięcioletnim chłopcem. Jakimś cudem znaleźli się młodzi ludzie, którzy zrobili im miejsce siedzące.
Vis á vis matki i jej synka (żywego jak wszyscy zdrowi chłopcy w tym wieku) siedziały dwie panie zajęte rozmową. Zmęczone kolejowym upałem sięgnęły po orzeźwiającą moc zimowych jablek.
To, że w tym momencie wszystkim pasażerom (zwłaszcza stłoczonym w przejściu między siedzeniami w wagonie) przyszła ochota na ten rajski deserek, jest oczywiste. Jak jednak miał zareagować nasz pięciolatek, którego mama najwyraźniej nie zabrała ze sobą przysmaków dla dzieciaka na krótką podróż ?
Zareagował prosto i spontanicznie:
- Ja chcę jabłko ! - i wyciągnął rękę w stronę siedzących naprzeciw niego pań.
Musiały mieć one dobre, wrażliwe i miękkie serca, skoro bez specjalnego ociągania zgodnie sięgnęły po reklamówkę
i gestem Ewy (znanym z fresków watykańskich) podały dziecinie żądany owoc.
Chłopiec od razu zabrał się do dzieła, wtapiając ząbki w złocistą renetę.
Ofiarodawczynie, a także i pozostali pasażerowie najwyraźniej jednakna coś w tej prostej scenie jeszcze czekali... Mama małolata również sobie coś przypomniałą, gdyż upomniała szybko synka:
- Co się mówi ?
Malec rozejrzał się dokładnie i zdecydowanym gestem podał nadgryzione już jabłuszko paniom z krótkim poleceniem:
- Obrać !
/ ks. Aleksander Radecki,
Radość w codzienności/