Ksiądz, pop i rabin opowiadają, co każdy z nich robi z pieniędzmi zbieranymi na
tacę.
Ksiądz: Ja rysuję kółko wielkości tacy i podrzucam pieniądze. Co spadnie do
kółka, to dla Boga, a reszta dla mnie.
Pop: Ja rysuję kreskę i podrzucam pieniądze. Co spadnie na prawo to dla Boga,
a to po lewej jest dla mnie.
Rabin: Ja tak samo podrzucam pieniądze do góry. Co Bóg złapie, to jego!
***
- Mosze, ktoś się ciebie kłania.
- nie "ciebie" tylko "tobie"!
- mi?
- Nie "mi " tylko "mnie"!
- toż mówię, że ciebie!
***
Silberstein na łożu śmierci rozmawia z czuwającą obok żoną:
- Salci, czy byłaś przy mnie jak umarł nasz pierworodny syn?
- Byłam, skarbie.
- Salci a czy byłaś wtedy jak splajtowałem?
- Byłam z tobą, kochanie.
- Salci, a byłaś wtedy ze mną jak spłonęła nasza manufaktura?
- Byłam, byłam.
- Salci, a czy byłaś przy mnie jak wzięli mnie do wojska?
- Byłam całym sercem.
- Oj, Salci, Salci, nie przyniosłaś ty mi szczęścia w życiu...
***
- Rebe, ja chcę sie żenić.
- To się żeń!
- Ale narzeczona szpetna i głupia.
- To się nie żeń!
- Ale posag ma duży.
- To sie żeń!
- Ale teściowa strasznie wredna i skąpa.
- O, to się nie żeń!
- Ale przyszły teść za to sympatyczny i obiecał dopuścic do geszeftu.
- To się żeń!
....
- Rebe ! ja przyszedłem do ciebie po radę !
- Moja rada : ty sie ochrzcij !
- To pomoże ?
- Nie , ale będziesz zawracał głowę ksiedzu nie mnie.
***
W szabas stoi Icek przed swym sklepem i nawołuje: chodźcie do środka, chodźcie do środka, sprzedaję te spodnie za pół ceny, tylko za pół ceny !
Przechodzący bogobojny Żyd: Ach, Icek, nie wstydzisz ty się w szabas interes robić ?
Icek na to: Te spodnie za pół ceny nazywasz interes robić ?
***
Kupiec Mojżesz Rosenfeld wyjechał za interesami. Sprawy przeciągnęły się tak
długo, że nie zdążył wrócić na sobotę do domu. Postanowił więc powiadomić
żonę, wysyłając jej telegram.
Poszedł na pocztę i napisał "Moja kochana żona Sara interesy załatwiłem bardzo dobrze. Niestety nie mogłem zdążyć przyjechać na sobotę. Przyjadę w niedzielę. Twój kochający cię mąż Moniek".
Kiedy wręczał ten telegram urzędniczce, ta zwróciła mu uwagę:
- Proszę pana to przecież jest cała epistoła. Będzie to pana drogo kosztować. Niech pan lepiej coś wykreśli.
- Skreślić? - powiedział kupiec - Dobrze, mogę skreślić...
Zaczął się zastanawiać:
"Moja" - no dobrze. Czyja ona jest? Przecież ona jest moja, co ona nie wie?
Ona to wie doskonale. Skreślam.
"Kochana" - jak ona jest moja, to jaka ona ma być? Czy ja jej nie dałem tysiąc razy dowodów, że ona jest kochana? Co ona o
tym nie wie? Skreślamy.
"Żona" - a co ona jest? Nieznajoma? Przyjaciółka? Przecież ona dobrze wie, że żona. Skreślamy.
"Sara" - co ona nie wie jak się nazywa? Skreślamy.
"Interesy załatwiłem dobrze" - przepraszam, a jak ja miałem załatwić interesy? Ja kupiec od 40 lat. Czy ja już kiedyś źle załatwiłem interesy? Skreślamy.
"Niestety nie mogłem przyjechać na sobotę" - przepraszam, jak ja bym mógł, to ja bym nie pojechał na sobotę do domu? Czy ona nie wie, że wolałbym siedzieć przy sobotnim stole z całą rodziną i jeść dobrą kolację? Ona
to dobrze wie. Skreślamy.
"Przyjadę w niedzielę" - jak nie przyjechałem w sobotę to kiedy mam przyjechać? To przecież jasne, że przyjadę w niedzielę.
Skreślamy.
"Twój" - taaa, niech ja spróbuję być czyjś inny, ładnie by mnie ona urządziła - skreślamy.
"Mąż" - a kto ja jestem? Przyjaciel, kochanek? Czy ona nie wie, kto z nią brał ślub pod baldachimem 25 lat temu? Przecież nie Hugo Kołłątaj, tylko ja. Skreślamy.
"Moniek" - co ona nie wie, jak jej własny mąż ma na imię? Skreślamy.
Kupiec podszedł do okienka i zdecydowanym głosem powiedział do urzędniczki:
- Dziękuję pani bardzo, już nie trzeba telegramu.
***
- Goldman, dlaczego ty w kartach masz zawsze takie szczęście, a na wyścigach przegrywasz?
- Koni przecież nie potasuję.
***
Salcie z łoża śmierci woła męża:
- Icek, Ty chdź tutaj i posłuchaj! Ja teraz umieram, ale za parę dni Ty bedziesz musiał iść pod rękę w najlepszej zgodzie z moją matką, a swoją tesciową... Ja wiem, że Ty jej nie cierpisz, ale ja Ciebie proszę, Ty zrób to
dla mnie!
- Salcie, jeżeli Ty mnie tak prosisz, to ja to dla Ciebie zrobię, ale ja Ciebie powiem tylko tyle: Ja nie będę mieć z tego pogrzebu żadnej przyjemności!
***
Rzecz dzieje się w bufecie kolejowym. Starozakonny, wierny tradycjom swej wiary pan Malinower ma straszny apetyt na porcję różowej świeżutkiej szynki.
Zwraca się więc do bufetowego, wskazując na trefny przysmak:
- Proszę mi porcję tego łososia.
- To szynka, proszę pana.
- A kto się pana pyta?!
***
W czasie pogrzebu miejcowego bogacza Saula Goldsteina w tlumie na cmentarzu, przy samym grobie stoi ubogo ubrany Icek i zalewa sie lzami. Sasiad zapytuje go:
- Pan jest bliskim krewnym zmarłego?
- Nie, w ogóle nie jestem krewnym.
- To dlaczego pan tak płacze?
- Właśnie dlatego!