Strona główna


Humor


STUDENCKI GEST

To wydarzenie miało miejsce w pociągu na jednym ze szlaków wiodących do stolicy Dolnego Śląska. Wracałem w sutannie po dniu skupienia, który prowadziłem przez całą niedzielę.

Wśród pasażerów przeważali studenci wracający po weekendzie do akademików i na stancje. Najwyraźniej im się nie nudziło, a w dodatku wyglądali na szczęśliwców, którzy znaleźli już w swoim gronie tę drugą połowę pomarańczy, czyli kogoś serdecznie bliskiego. Wtuleni w siebie, rozmarzeni, zajęci okazywaniem sobie wszelkiej serdeczności (nawet poza ramami przyjętych na kolei jako miejscu publicznym zwyczajów) nagle przeżyli szok: na horyzoncie pojawił się ksiądz !

Stałem spokojnie oparty o drzwi i ze smutkiem patrzyłem, jak mój widok odbiera radość tym, którzy najwyraźniej speszyli się obecnością duchownego, i to bez względu na swój światopogląd czy kierunek studiów. Och, gdybyż ich wzrok potrafił zabijać - miałbym za swoje !

Postanowiłem zatem ulżyć ich niedoli i ... przeszedłem przez wagon (pociąg typu EN-57) na drugą stronę. Pomysł nie był dobry, gdyż teraz zyskałem nowych wrogów pośród siedzących z twarzami zwróconymi w drugą stronę !

Trzeciego miejsca jednak nie było. Stoję zatem i zastanawiam się, na jak długo wystarczy mi sił.

Niespodziewanie jedna ze studentek dosłownie strząsnęła z siebie młodego człowieka i rozkazującym głosem zażądała, by... zrobił mi miejsce ! Z ociąganiem, ale jednak posłuchał.

Usiadłem obok panienki, powiesiłem kurtkę i natychmiast zasnąłem. Zdążyłem jedynie zauważyć, że nasz towarzysz podróży zmuszony przez swą piękną koleżankę do stania był wyraźnie niezadowolony i próbował przysiąść na poręczy siedzenia.

Mój osobisty Anioł Stróż dał mi znak do wysiadania w momencie, gdy "żółtek" wtaczał się już na jeden z pięciu peronów wrocławskiego Dworca Głównego.

Czułem w sercu głęboką potrzebę wyrażenia wdzięczności za zwolnione miejsce, zatem, jak tylko potrafiłem serdecznie, odezwałem się do wspołpasażerki:

- Jestem pani i panu bardzo wdzięczny ! Swoim gestem po prostu uratowaliście mi życie !

- Nie szkodzi ! - odpowiedziałą piękność.

- Nie szkodzi... - powtarzam sobie po dziś dzień na wspomnienie tamtej podróży.

/ ks. Aleksander Radecki, Radość w codzienności/