Strona główna


Wiersze


  KAZIMIERA IŁŁAKOWICZÓWNA
fot. Anna Pyrek



BÓG JEST WSZĘDZIE

Nie można tego obejść: Bóg jest wszędzie,
w każdym dziwnym i strasznym obrzędzie.
Wywołuje go nie tylko modlitw kadzidlanych kwiat,
ale szubienice, i topór, i kat.
Bóg jest w sędzi, który sądzi krzywo,
i w świadku, co przysięga na prawdę fałszywie,
nie może nie być. I to mnie przestrasza.
Bo jeśli - w świętym Piotrze, to także - w Judaszu;
jeśli w Żydzie, zamęczonym niewinnie przez Niemców,
to także w Niemcach tych ?... I tak się kręcę
od prawdy do nieprawdy, od kary do zbrodni,
w każdej cząsteczce - Boga odnajdując co dnia.
I chce mi się wyciągnąć ręce nad człowiekiem
i winnym, i niewinnym, i małym, i wielkim,
i krzyczeć wielkim głosem błagalną przestrogę,
aby sądząc człowieka nie męczono Boga.

ZŁUDZENIE I RZECZYWISTOŚĆ

Obiecywało serce, że pęknie.
Nie pękło.
Groziło życie, że zwiędnie,
- nie zwiędło.

Gdzież to się wszystko podziało
i czy było prawdziwe ?
W poezji skamieniało,
jest żywe.

STWORZENIE

Pan mój i Bóg mój
samotny i pełen chwały,
a człek w czasie, w sieci przyczyn i skutków
wpatrzony w wieczności zalew.
Do pełnego morza - któż wie,
ile rzek podobnych się wlewa...
W chwale Pan mój i Bóg mój...
A ja na lutni, tak owszem - na lutni
w czasie, nad wodą śpiewam.

DZIEŁO MIŁOŚCI

Wydobyć z niebytu jak żyjątko z piasku,
stłumić ciemnością, oślepić blaskiem,
zakmnąc w czasie, dać cel bezkresny...
Z tym człowiek sobie ma radzić. Taki jest.

KAIN I ABEL

Było nas dwóch na pustym globie:
Kain i Abel.
Jeden baranki pasał, drugi na roli robił,
jeden był mocny, drugi - słaby.

Było nas dwóch braci i dwie różne miłości
do Boga stwórcy:
jeden baranki mu składał zarżnięte,
drugi - pszenicę, kukurydzę i miętę,
słodkie ogórki.

Było nas dwóch braci, któryś z nich pozazdrościł
- Abel ? Kain ?
Pokłóciliśmy się u ofiarnych ołtarzy,
słaby silnego zabił... To się powtarza...
I nie wiem dalej.

JOB

Ten Job - nie wiedzieć, kto zacz: koczownik, może nawet Beduin ?!
po ciężkiej próbie, jakie mocarz wstał z ruin:
nowych miał stąd mrowie,
żon i synów nie zliczy najbieglejszy człowiek,
a z przyjaciół i sług
pułk wystawić mógł.
Tak tedy, jak za dawnej jego wspaniałości,
każdy mu kadził, każdy zazdrościł.

On jednak, zapytywany, kto mu jest najmilszy,
chwiał głowę, uśmiechał się i milczał.
A ręką, która dawno odwykła od pracy,
łeb Burka kudłatego głaskał i obracał,
kundal, co kości teraz najtłustsze ogryza,
wtedy zaś samotnemu ropne rany lizał.

WYKORZENIENIE

Korzeń wyrwany z czarnoziemu
nie odzywa się, bo jest niemy,
ale walczy, opór stawia,
dłoń porywaczowi rozkrwawia.

Z piachu - wyrwie mnie, korzeń,
pies, ptak, wiatr przydrożny.

ODEJŚCIE W TŁO

Odejście w tło,
jednością czuć się z pejzażem.
Na pierwszym planie:
twarze,
Dobro i Zło,
Miłość, Walka, Zbrodnia
i pomsta za nie.
A tam, w tle, dogasające pochodnie
i pręgi barw pozachodnie
dojrzałe, zrozumiałe.
I wody niewidzialnej flet
daleko, głęboko w tle.

NIEDOJRZAŁOŚĆ

Nigdy nie przyjdzie dojrzałość,
zawsze będzie - nie to i - za mało,
gorzko, nie w porę, na próżno.
Nie pochyli się nikt, nie naprawi
i dalej będą krwawić
serca i róże.

I ZNOWU, ZNOWU...

I znowu, znowu miłość bezsensowniejsza niż wszystko
do rozmokłych płaskich pól, do zrudziałych brzozowych listków,
do byle jakich płatków, co nad drogami się chwieją,
do oczu szaroniebieskich bez łez i bez nadziei.

Był człowiek wolny jak duch, był człowiek samotny jak obłok,
zniósł wszystko, co było trzeba, i nic mu się już zdarzyć nie mogło.

Odczulił się od czułości, odżalił od smętku,
I stąpał raźno i mocno, i myślał jasno i prędko.

Teraz wszystko nieuchronne znów się dokoła zamyka:
popiół spalonych kości przylepia się do trzewika,
każde źdźbło - ciężkie od wspomnień, a każdy kamień - od krzywdy...
Oplata mnie polska tkliwość i już nie opuści mnie nigdy.

O MATCE BOSKIEJ

Nie wiadomo nic o Matce Boskiej,
chyba od niej samej:
na łące polskiej czy włoskiej,
w skale, na drzewie wybranym
u zapomnianego źródła,
na ścieżce przez wszystkich deptanej.

Mówią - cuda,
a to takie proste...
Maryja - Japonka, Indianka lub Częstochowska,
Maryja - objawiająca się przez dzieci, najlepszych posłów:
nie skryją, nie przerobią nowiny zadanej,
ale ją jak ptaki rozszczebiocą.

Nie wiadomo nic o Matce Boskiej
prócz tylko od niej samej.