Moje teksty


JERZY POPIEŁUSZKO


Zawsze się uśmiechał...

Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się 23 września 1947 roku w Okopach k. Suchowoli (ówczesne woj. białostockie) jako trzecie z pięciorga dzieci Władysława i Marianny. Na chrzcie otrzymał imię Alfons. Od małego był obowiązkowy, uczynny, wrażliwy. Zawsze się uśmiechał. Koledzy ze szkoły nazywali go filozofem, gdyż skłonny był do refleksji i stanowił raczej typ samotnika. Jako wiejskie dziecko kochał przyrodę, zwierzęta, kwiaty. W rodzinnych Okopach miał swoje ulubione miejsca, w których czasem zatrzymywał się nagle i ze wzrokiem utkwionym w dal, długo potrafił stać nieruchomo...

Nie wyobrażał sobie dnia bez Mszy świętej...

Od dnia Pierwszej Komunii Świętej codziennie pokonywał czterokilometrową trasę do parafialnego kościółka w Suchowoli. Nie wyobrażał sobie dnia bez Mszy świętej. Był ministrantem. Swoich planów odnośnie kapłaństwa nikomu nie zdradzał, choć mama chyba coś przeczuwała. Pani Marianna Popiełuszko w jednym z wywiadów stwierdza: U babci Jurek kiedyś znalazł wiele numerów Rycerza Niepokalanej. Złożył te numery w stosik i wciąż je przeglądał. Chciał wstąpić do klasztoru franciszkanów w Niepokalanowie. W końcu wybrał Seminarium Duchowne w Warszawie...O ojcu Maksymilianie Kolbem dużo mówił. To był dla niego wzór...

Chciałby służyć Bogu i ludziom...

Do seminarium Jerzy wstąpił w 1965 roku. Ówczesnemu rektorowi uczelni powiedział, że chciałby służyć Bogu i ludziom. Koledzy z seminarium pamiętają go jako człowieka o pogodnej twarzy, szalenie życzliwego, pozytywnie nastawionego do ludzi, niekonfliktowego. Wyróżniał go wielki szacunek dla człowieka.

Jak słodko jest cierpieć dla Chrystusa...

Ponieważ alumni byli powoływani do służby wojskowej, jeszcze na pierwszym roku Jerzy Popiełuszko trafił do jednostki w Bartoszycach. Zasłynął tam jako jeden z najbardziej niepokornych kleryków, nie poddających się indoktrynacji. Gdy oficer "przyłapał" Jerzego z różańcem w ręku, rozkazał rzucić go na ziemię i podeptać, ten odmówił. Z tego powodu został pobity i zamknięty w areszcie karnym. Innym razem nie pozwolił zdjąć sobie medalika. Biskupowi Kraszewskiemu, który wtedy odwiedzał jednostkę tłumaczył wówczas: Jak słodko jest cierpieć, gdy się cierpi dla Chrystusa. Był nie tylko kapłanem i duchowym przewodnikiem...
Święceń kapłańskich udzielił Jerzemu kard. Stefan Wyszyński. Było to w roku 1972. Na obrazku prymicyjnym ks. Jerzego widniał napis: Posyła mnie Bóg, abym głosił Ewangelię i leczył rany zbolałych serc. Słowa te stanowiły odtąd jego życiowe motto. Jako duszpasterz pracował w podwarszawskich Ząbkach, Aninie, a następnie w warszawskich kościołach Dzieciątka Jezus, św. Anny i św. Stanisława Kostki. Dla studentów wśród których działał był nie tylko kapłanem i duchowym przewodnikiem, ale także kolegą i przyjacielem. Uczestniczył w zabawach i żartach, angażował się w ich sprawy, pomagał w życiowych problemach. W dniu imienin każdy otrzymywał od niego ten sam prezent: Mszę świętą w intencji solenizanta. W 1978 r. zostaje duszpasterzem środowisk medycznych w Warszawie - w czasie dwóch pierwszych papieskich pielgrzymek i pogrzebu Prymasa kieruje służbą medyczną. Sam przeszedł ciężką operację tarczycy, ma tzw. niedokrwistość złośliwą i chorobę żołądka - ze względu na stan zdrowia musi ograniczać pracę parafialną i u św. Stanisława Kostki mieszka już jako rezydent.

Był kapelanem robotników...

Do parafii św. Stanisława Kostki został przeniesiony w roku 1980. Studenci podążyli za nim. Tutaj jednak rzeczywistość okazała się nieco inna. Od sierpnia ks. Popiełuszko zaangażował się w duszpasterstwo ludzi pracy. W czasie strajku okupacyjnego w Hucie Warszawa był kapelanem robotników i przy ustawionym przez nich ołtarzu odprawił pierwszą Mszę świętą. W stanie wojennym wraz z proboszczem św. Stanisława Kostki, ks. Teofilem Boguckim, organizuje Msze za Ojczyznę. Od kwietnia 1982 takie Msze odbywają się systematycznie w ostatnią niedzielę miesiąca. Wszystkie jego kazania charakteryzowała bezpośredniość. Nie było w nich żadnych przemilczeń i wygładzania. Wzrastała liczba chrztów, ślubów.

Rozpoczął się stan wojenny...

Niestety wzrastało także zagrożenie. Gdy rozpoczął się stan wojenny i pierwsze aresztowania, ks. Popiełuszko otoczył swoją opieką wszystkich uwięzionych. Troszczył się także i wspierał modlitwą rodziny internowanych. Pewnego dnia przyszedł do ks. Jerzego mężczyzna, skarżąc się, że nie ma butów. Wtedy ksiądz zdjął z nóg własne obuwie i mu je oddał. Te buty mężczyzna zachował do dziś. W okresie Bożego Narodzenia chodził z opłatkami na posterunki wojskowo-milicyjne na Żoliborzu. Organizował pomoc medyczną, sprowadzał i rozdzielał dary z Zachodu.

Ludzie go słuchali...

Wielką popularnością cieszyły się odprawiane przez ks. Popiełuszkę Msze za Ojczyznę. Gdy zaczynał mówić, wokoło zapadała głucha cisza, a słowa przez niego wypowiadane jednoczyły i dodawały otuchy. W jego kazaniach nie było polityki. Przypominał w nich, czym jest miłość, wiara, dobro. Mówił o ludzkiej godności, o moralności. Często cytował kard. Wyszyńskiego lub Ojca Świętego. Ludzie go słuchali i mówili, że ma charyzmat. Gdy na pogrzebie Grzegorza Przemyka poprosił wielotysięczny tłum o ciszę, wszyscy zamilkli.

Nic nie było w stanie złamać ducha ks. Jerzego...

Napięcie wciąż rosło, a ks. Jerzy był coraz bardziej zmęczony i chory. Przebyta operacja, nadczynność tarczycy, anemia. Mimo to pracował coraz intensywniej. Pracował do późnych godzin nocnych , a już o szóstej rano odprawiał Mszę świętą. Jesienią 1983 roku nasiliły się działania Służb Bezpieczeństwa wymierzone przeciw ks. Popiełuszce. Był śledzony, otrzymywał listy z pogróżkami. Pewnego dnia do domu podrzucono mu amunicję, materiały wybuchowe i antypaństwowe publikacje. Na tej postawie ks. Jerzy został aresztowany (przebywał w Pałacu Mostowskich 12-13.12.1983), do procesu jednak nie doszło - dzięki zabiegom Sekretariatu Episkopatu księdza obejmuje amnestia z lipca 1984. Na temat jego działalności pisała rządowa prasa (m.in. piórem Jerzego Urbana), trwała też korespondencja między Urzędem ds. Wyznań i Kurią Warszawską Metropolitalną. Wszelkie próby zastraszenia ks. Jerzego okazywały się jednak nieskuteczne. Nic nie było w stanie złamać ducha ks. Jerzego. Gdy kard. Józef Glemp zaproponował wysłanie go na studia do Rzymu, Jerzy powiedział wtedy: Nie mogę tych ludzi zdradzić, gdy ich opuszczę, to się załamią.

Mam podobną ranę, jak Chrystus...

Cały czas był świadomy zagrożenia życia. Jego znajomi twierdzą, że często powtarzał: Ja długo nie pożyję lub Jestem gotowy na wszystko. 19 października 1984 roku rozpoczął się dla ks. Jerzego jak zawsze - Mszą Świętą. Po Mszy świętej przez chwilę rozmawiał z lekarką.
O godz. 18.00, w bydgoskim kościele Braci Męczenników ks. Jerzy Popiełuszko odprawił nabożeństwo różańcowe. Waldemar Chrostowski, który prowadził wtedy samochód, twierdzi, że w drodze do Bydgoszczy ks. Jerzy zachowywał się zwyczajnie. Odmówił różaniec, potem trochę rozmawiał, drzemał. Na wieczornej Mszy świętej padły słowa: Módlmy się, abyśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy, odwetu i przemocy. Ok. godz. 21.00, po postnym posiłku, wyjechał z Waldemarem Chrostowskim do Warszawy. Po drodze został porwany przez funkcjonariuszy MSW. Kierowca zapytany o ostatnią rozmowę z ks. Jerzym odpowiada: Opowiadał mi, że jako dziecko rzeźbił kasztanowe ludziki. W pewnym momencie gwóźdź się obsunął i przebił mu dłoń na wylot. Patrząc na ranę, dziewięcioletni wówczas chłopiec pomyślał: mam podobną ranę, jak Chrystus, kiedy został przybity do krzyża... Ostatnie słowa, które usłyszał to: Panowie, dlaczego mnie tak traktujecie... Chwycili Jerzego za rękawy sutanny i siłą zaczęli ciągnąć. Usłyszał jeszcze głuche uderzenie i trzask zamykanego bagażnika.

Ludzie upadli na kolana...

30 października 1984 roku o godzina 19.30 w Dzienniku Telewizyjnym spiker odczytał oficjalny komunikat o odnalezieniu w Wiśle ciała ks. Popiełuszki. O godzinie 20.00 kończyła się Msza święta w kościele św. Stanisława Kostki. Ks. Andrzej Przekaziński zaczął mówić łamiącym się głosem: Bracia i siostry, dziś w wodach zalewu we Włocławku odnaleziono księdza... Ludzie upadli na kolana. Ktoś próbował zaintonować: Któryś za nas cierpiał rany, ale ludzka rozpacz była silniejsza. Rozpacz tysięcy wiernych, którzy od momentu porwania stali przed kościołem, czekając na powrót swego kapłana.
O uprowadzenie, torturowanie i pozbawienie życia ks. Popiełuszki (a także o uprowadzenie i usiłowanie pozbawienia życia Waldemara Chrostowskiego oraz wcześniejsze usiłowanie pozbawienia życia ks. Popiełuszki, Chrostowskiego i Seweryna Jaworskiego 13 października 1984) oskarżono Grzegorza Piotrowskiego, Leszka Pękalę i Waldemara Chmielewskiego, skazanych następnie odpowiednio na 25, 15 i 14 lat więzienia. Jedynym oskarżonym o podżeganie i pomoc w zbrodni wyższym funkcjonariuszem MSW był pułkownik Adam Pietruszka, skazany na 25 lat więzienia. Po amnestii z 1986 r. kary Pękali, Chmielewskiego i Pietruszki zmniejszono. Dziś wszyscy oskarżeni, z wyjątkiem Grzegorza Piotrowskiego, przebywają na wolności.

Proces o beatyfikację...

8 lutego 1997 rozpoczął się archidiecezjalny proces o beatyfikację ks. Jerzego Popiełuszki. Otwarcia procesu, w obecności rodziców księdza Jerzego, dokonał kard. Józef Glemp. Przed rozpoczęciem uroczystości Ksiądz Prymas podzielił się ze zgromadzonymi swoją refleksją na temat charakteru i znaczenia procesu kapłana - męczennika : Wierni czuli swoim zmysłem wiary, że mimo otoczki walki społecznej i zmagań politycznych, pośrodku których rzekomo plasował się ksiądz Jerzy, jego śmierć miała wymiar religijny i była osadzona w miłości do Chrystusa obecnego w Kościele. Po wystąpieniu Prymasa i wspólnej modlitwie, rozpoczęła się pierwsza sesja procesu dla ustalenia znamion męczeństwa ś.p. ks. Jerzego Popiełuszki. Zwieńczeniem uroczystości była Msza św. Eucharystię koncelebrowało kilkudziesięciu kapłanów, w tym koledzy ks. Jerzego z seminarium. Ze Stanów Zjednoczonych przybył Waldemar Chrostowski, kierowca ks. Jerzego i świadek jego porwania. Po Mszy św. wierni przeszli do grobu ks. Jerzego. Przy dźwiękach hymnu "Boże coś Polskę" i pieśni "Ślubujemy Księże Jerzy" hołd złożyło ponad 60 pocztów sztandarowych, reprezentujących środowiska m.in. górników, służby zdrowia, Huty Warszawa, kombatantów. Chwilę ciszy wypełniła modlitwa rodziców ks. Jerzego, otoczonych kapłanami i wiernymi.





OSTATNIE PUBLICZNE WYSTĄPIENIE KSIĘDZA JERZEGO POPIEŁUSZKI (fragment)

Piąta tajemnica bolesna: ukrzyżowanie Chrystusa

Aby zło dobrem zwyciężać i zachować godność człowieka, nie wolno walczyć przemocą. Ojciec Święty, w czasie stanu wojennego w modlitwie do Pani Jasnogórskiej powiedział, że "naród nie może rozwijać się prawidłowo, gdy jest pozbawiony praw, które warunkują jego pełną podmiotowość i państwo nie może być mocne siłą żadnej przemocy". Komu nie udało się zwyciężyć sercem i rozumem, usiłuje zwyciężyć przemocą. Każdy przejaw przemocy dowodzi moralnej niższości. Najwspanialsze i najtrwalsze walki, jakie zna ludzkość, jakie zna historia, to walki ludzkiej myśli; najnędzniejsze i najkrótsze, to walki przemocą. Idea, która potrzebuje broni, by się utrzymać, sama obumiera. Idea, która utrzymuje się tylko przy użyciu przemocy, jest wypaczona. Idea, która jest zdolna do życia, podbija sobą; za nią spontanicznie idą miliony. Solidarność dlatego tak szybko zadziwiła świat, że nie walczyła przemocą, ale na kolanach, z różańcem w ręku, przy polowych ołtarzach, upominała się o godność ludzkiej pracy, o godność i szacunek dla człowieka. O te wartości wołała bardziej niż o chleb powszedni. W ostatnim roku swojego życia Kardynał Wyszyński powiedział, że "świat pracowniczy na przestrzeni ostatnich dziesiątek lat doznał wielu zawodów, ograniczeń. Ludzie pracy i całe społeczeństwo przeżywało w Polsce udrękę podstawowych praw osoby ludzkiej, ograniczenie wolności myślenia, światopoglądu, wyznawania Boga, wychowania młodego pokolenia. Wszystko to było tłumione. Na odcinku pracy zależnej, stworzono specjalny model ludzi zmuszanych do milczenia i do wydajnej pracy. Gdy ten ucisk wszystkich dostatecznie umęczył, powstał zryw ku wolności, powstała Solidarność, która udowodniła, że do przebudowy społeczno-gospodarczej wcale nie trzeba zrywać z Bogiem".
Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy.

Anna Pyrek