Nigdy nie spotkałam osobiście Ojca Świętego, Jana Pawła II. Mimo to, gdy widzę Go podczas różnych transmisji i słyszę Jego słowa, mam wrażenie, że nasze serca się spotykają, że trwają w jedności.
Postać Papieża Polaka była obecna w moim życiu niemal od początku. Bardziej z opowiadań rodziców wiem, niż sama pamiętam, że jako kilkuletnie dziecko siadałam przed telewizorem bacznie śledząc pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Ojczyzny. Ponoć wykrzykiwałam wtedy: Ojciec Święty ! Ojciec Święty ! i klaskałam w dłonie. Myślę, że już wtedy czułam, iż jest to Ktoś ważny.
Teraz, mając 24 lata, mogę z całą pewnością powiedzieć, że Jan Paweł II jest osoba znaczącą w moim życiu. Mogę też chyba wskazać, precyzyjniej niż kilkanaście lat temu, co o tym znaczeniu decyduje. Jako dla człowieka wierzącego, Papież jest dla mnie przede wszystkim wzorem modlitwy. Gdy patrzę na Niego, widzę realizację słów Jezusa: Módlcie się nieustannie . Janowi Pawłowi II nie przeszkadza zmęczenie, tłum, niesprzyjająca pogoda, cierpienie. Mimo tego wszystkiego, a może właśnie z tego powodu, Ojciec Święty wciąż jest zatopiony w Bogu. Wydaje się, że mimo wielotysięcznych bądź milionowych tłumów, w chwili modlitwy na placu obecny jest tylko Papież i Bóg. Patrzę na to i w moim sercu rodzi się pragnienie takiej zażyłości z Bogiem. I dzięki
Ojcu Świętemu wierzę, że jest to możliwe. No i modlę się ...
Gdy przychodzą trudne chwile i jestem zmęczona tym wszystkim, co się wokół mnie dzieje, gdy popadam w rutynę, a modlitwa wydaje się podupadać, wtedy Papież mówi coś, co odnawia moją wiarę. Tak jak w tamtym roku na XV Światowych Dniach Młodzieży, gdy zapytał kim jest dla mnie Jezus Chrystus. Wydawałoby się, że odpowiedź jest oczywista, ale to właśnie takie pytania pomagają wrócić do źródła i odkrywać Boga na nowo.
Warto podejmować ten wysiłek i wymagać od siebie, nawet gdyby inni od nas nie wymagali . Tak powiedział Ojciec Święty, a ja z tych słów przez ponad rok czerpałam siłę do przeżywania każdego dnia. Codziennie rano spoglądałam na ten cytat przyczepiony nad moim łóżkiem i myślałam o tym, że naprawdę warto podejmować ten wysiłek. Te właśnie słowa Jana Pawła II są dla mnie potwierdzeniem całego mojego życia. Gdy się urodziłam lekarze nie dawali mi wielkich szans w życiu. Rodzice usłyszeli, że nie będę chodzić, nie nauczę się czytać ani pisać itp. I gdyby wszyscy w to uwierzyli, to pewnie by tak było.
Tylko, że ja chciałam się nauczyć czytać i nauczyłam się .... w wieku 4 lat.
A później tak jakoś poszło.
Teraz jestem na V roku teologii, kończę Studium Dziennikarskie i robię dużo ciekawych rzeczy. Nie zawdzięczam tego lekarzom, ale Bogu, który dał mi kochających i głęboko wierzących Rodziców. To rodzice wskazali mi Boga, jako cel i sens istnienia. Nauczyli mnie też słuchać mądrych ludzi i nie poddawać się zbyt szybko. Dzięki Ich miłości i mądrości realizowałam w życiu to, co później potwierdził swoimi słowami
Papież: trzeba od siebie wymagać.
Ojciec Święty jest też dla mnie wzorem w przyjmowaniu cierpienia, zarówno fizycznego, jak i duchowego. Taki przykład jest bardzo ważny dla każdego cierpiącego człowieka. Myślę, że gdyby Papież mówił o cierpieniu i był przy tym wciąż rześkim, pełnym energii i zdrowia człowiekiem, nie byłby tak przekonywujący. Cierpienie, które stało się jego udziałem,uczyniło go świadkiem dla rzesz chorych ludzi. Jego słowa wypowiedziane do młodych: Nie lękajcie się Krzyża ! Umiłujcie Krzyż i uczyńcie z Niego centrum waszego życia, nabierają
szczególnej mocy, gdy padają z ust z trudem poruszającego się Papieża. Dla mnie jest to wielkie świadectwo.
Ponadto w tym wszystkim Ojciec Święty zachowuje niesamowitą pogodę ducha. Uśmiecha się, żartuje. Szczególnie wtedy, gdy jest z młodzieżą Jego twarz jakby zakwita uśmiechem. Gdy widzę ten uśmiech, zwykle się wzruszam uśmiecham się, a w oczach pojawiają się łzy.
Choć oglądam to tylko w telewizji, czuję się jakbym była tam, w tym tłumie. Śpiewam pieśni, a głos drży mi ze wzruszenia. I wtedy chyba też młodnieję. Opada moja dorosłość i wychodzi na światło dzienne moje Boże dziecięctwo.
Jest jeszcze coś w czym czerpię wzór z Jana Pawła II. Jako studentka V roku teologii patrzę na Ojca Świętego jako na wzór teologa. Będąc na I roku studiów przeczytałam Jego wskazówkę dla teologów, aby studiowali na kolanach. Ta rada powraca do mnie przez cały okres studiów na PWT we Wrocławiu. Gdy klękam z książką lub notatkami w kaplicy, wtedy cała wiedza nabiera innego wymiaru. Powraca w sercu prawidłowa hierarchia wartości. Rodzi się świadomość, że to wszystko co robię na uczelni, to nie dla piątki w indeksie, ale dla Chrystusa i dla wszystkich tych, którzy przeze mnie mają o Nim usłyszeć.
Dużo jest jeszcze rzeczy, które łączą mnie z Papieżem. Jest wiele Jego słów ukrytych głęboko w sercu. Ogromna jest też miłość do Tego, który niesie Chrystusa całemu światu. Przede wszystkim jednak tę jedność serc sprawia wiara w Jednego i Jedynego Boga, ku któremu zmierzamy.
Anna Pyrek