Moje teksty


GLINA...

jesteśmy jak glina w ręku garncarza...

o tym mówiło jedno z czytań mszalnych kilka dni temu...
wraca do mnie ten tekst... skłania do refleksji...

parę lat temu rozsypało mi się kilka spraw... ułożony świat, który miał już zawsze trwać, zawalił się...
relacje z bliskimi mi ludźmi okazały się bardzo nietrwałe... wręcz palcem na wodzie pisane...
czułam się bardzo zraniona... odrzucona... oj, bolało mnie to, bardzo bolało....
nie wiedziałam co z sobą począć... nie umiałam wybaczyć, zapomnieć...
zamknęłam się w sobie, obiecałam że już nigdy, nigdy więcej nie otworzę swego serca przed drugim człowiekiem... nie dam nikomu przystępu do siebie, do moich myśli i uczuć...
i tak trwałam w tym postanowieniu... nie było mi dobrze, ale po jakimś czasie nie umiałam już inaczej... wolałam nie nawiązywać nowych znajomości, bo każdy człowiek był potencjalnym zagrożeniem. A przecież ja już nie chciałam przeżywać tego samego...
Dobrze się składało - właśnie skończyłam studia, pourywały się stare znajomości... starałam się, by te nowe, zawierane na studiach doktoranckich, były powierzchowne...

naczynie, z którego miała promieniować życzliwość i radość życia zasklepiło się, zakorkowało... i ani rusz nie chciało dać się otworzyć...
jednak wprawne ręcę Garncarza wiedziały jak "wybrnąć" z sytuacji...
bez nagłych ruchów... spokojnie... łagodnie i z wielkim wyczuciem (jak to Garncarz !)
delikatnie, powoli wskazywał dobry kierunek, kształtował na nowo... prowadził... ku temu by otworzyć się na nowo...
dać miejsce w sercu tym, którzy są obok... by wybaczyć tym, którzy zranili...

dużo się zmieniło przez te kilka lat... bardzo dużo...
wciąż dużo przede mną... bo przecież nadal boję się uwierzyć w to, że ktoś może mnie tak po prostu polubić...
nie umiem uwierzyć w to, że tu, na ziemi, mogę zaznać choć trochę szczęścia...
wolę upatrywać go tylko w wieczności... mam napady lęku, że sytuacja się powtórzy...
czasem budzą się we mnie jakieś uczucia, marzenia... a ja przed nimi uciekam, tłumacząc sobie: "to niemożliwe, to się nie może udać..."

no, ale jest przecież Garncarz... nawet jeśli coś sknocę ja... nawet jeśli ktoś obok zburzy tę misternie tworzoną budowlę... to On jest i czuwa... i nawet z największej katastrofy może mnie wyprowadzić...

choćby to oznaczało ulepienie naczynia na nowo...

/ Carmelo /