Można każdego dnia podejmować wysiłek zewnętrzny.
Wstawać rano, iść do szkoły, na uczelnię lub do pracy, wracać później do obowiązków domowych, do rodziny...
poczytać, pouczyć się, posprzątać mieszkanie, pomóc koledze, upiec ciasto, zrobić pranie...
i tak przez dni, tygodnie, miesiące, lata...
przez życie...
O ile trudniej każdego dnia podejmować wysiłek wewnętrzny.
Modlić się bez udawania, bez rutyny... prawdziwie się modlić...
Utrzymywać czujność duchową... starać się...
Nie rezygnować, nie dawać się zmęczeniu, zniechęceniu, nudzie...
Tak w każdej sekundzie, minucie, godzinie...
I nie chodzi o to, by zawsze było radośnie i łatwo. Bo tak nie będzie. Bo tak się po prostu nie da.
Chodzi o to, by czynić wysiłek. Zawsze.
Głębia przyzywa głębię hukiem wodospadów...
/ Carmelo /