Był sobie kiedyś pewien król, dość dziwny król, który nie miał poddanych. Mieszkał sam w ogromnym zamku nad brzegiem morza. Bardzo lubił uprawiać sport. We wszystkich dyscyplinach ustanawiał rekordy, a potem sam siebie nagradzał. Lubił też czytać, ale unikał baśni, bo w nich wszyscy królowie mieli poddanych, a on - ani jednego. Bardzo go to przygnębiało. Wszystkie jego marzenia związane były z poddanymi. Żeby tak mieć choć kilku poddanych!
Pewnego ranka króla obudziły jakieś nietypowe dźwięki. Zaciekawiony, poszedł otworzyć drzwi. I oto zobaczył ogromnego rudego kota. Przedstawił się: jestem królem. Kot również się przedstawił, a król uznał go za swego poddanego. Bardzo ucieszony, wpuścił kota do zamku. Ten obszedł go dookoła i stwierdził, że jest ładny, duży, wygodny. Gdy tak kot podziwiał zamek, król zauważył nagle wiele rzeczy, których nie widział wcześniej.
Obejrzawszy zamek, kot poprosił o jedzenie i posłanie, jako że był głodny i zmęczony. Król pośpiesznie spełnił polecenia i nie spostrzegł nawet, że choć był królem, usługiwał kotu.
Czas mijał i król był szczęśliwy, a kot pokazywał mu wszystko, o czym zapomniał on w swej samotności: zachody słońca, rosę poranną, kolorowe muszle i księżyc, który płynął po niebie jak łódź rybacka po morzu. Król przestał już być absolutnym zwycięzcą na wyspie. Kot wyprzedzał go w skoku wzwyż, w skoku w dali we wdrapywaniu się na drzewa, ale król nadal był pierwszy w pływaniu i rzucie kamieniem.
Pewnego ranka do bramy zamku zapukał pingwin w białej koszuli i świecącym, czarnym fraku. Król przywitał pingwina jako następnego swego poddanego i wpuścił go do swego domu. Przedstawił mu kota, który był bardzo szczęśliwy z tej znajomości. Ten zdecydował się zostać w zamku. Król był z tego bardzo rad. Miał już teraz dwóch poddanych. Pobiegł przygotować dobrą kolację nowemu gościowi, gdy tymczasem kot przyniósł mu miękkie pantofle.
Pingwin przejął rolę ochmistrza dworu. Czuł ku temu powołanie. Miał utrzymywać porządek w zamku i podawać aperitif na tarasie.
Teraz już we trójkę podziwiali zachody słońca. Król nie wygrywał już tak wielu zawodów sportowych, gdyż pingwin wyprzedzał go w pływaniu i nurkowaniu, i niespodziewanie odkrył, że można być zadowolonym nawet wówczas, gdy nie wygrywa się zawsze.