Strona główna


Wiersze


 JANUSZ ST. PASIERB




W DŁONIACH



Ciepło
ciasno
czasem lepko
gdy otwierają się rany

ciekawi świata
patrzymy mu przez palce
szarpiemy
chcemy się uwolnić

czasem się nam udaje
nikt inny nie jest w stanie
rozewrzeć jego dłoni
nikt nas nie może mu zabrać

jeżeli chcemy się wyrwać
musimy robić to sami




SŁOWO



okaleczonym językiem
obracam rozżarzony węgiel
przytrzymuję wargami
żeby nie upadł na ziemię

nie rozumiem nigdy
jak z tego bełkotu.
z świadectwa kaleki
ludzie mogą czerpać
coś
co im pozwala
żyć
cierpieć
umierać



WIERZĘ



Wiem że Twoje Słowo jest mieczem
bo jestem rozcięty na dwoje

Wiem że ofiaruję prawdziwe Ciało i Krew
z buntu mojej krwi i mojego ciała

Wiem że twoje Królestwo jest ziarnem
bo mnie rozdziera gdy rośnie

Wiem że jesteś Światłem
bo nic nie widzę

Wiem że jesteś Drogą
nie wiem dokąd idę

Wiem że jesteś Życiem
przecież umieram



POWOŁANIE



pytasz czy zostałeś wezwany

jesteś prosty i jasny
tu ciemność w południe
nie wiem czy jesteś
skaleczony przez anioła
ugryziony przez węża
naznaczony

nie wiem czy zostałeś wybrany

nie widzę rany




WYBÓR



z niej miał być krzyż

wbrew legendzie
nie zrobiono z niej krzyża
zanadto drżała
od początku
potrzebne było
drzewo nieustraszone
twarde
na którym można polegać
na którym można powiesić
osika drżała
wówczas
wybrano dąb



PRYWATNIE



nie ma gdzie się schować
po otrzymaniu takiej wiadomości
w naszych miejszkaniach nie ma prywatnych kaplic
można tylko na chwilę zamknąć się w łazience
usiąść na brzegu wanny i powtarzać
Jezusie Nazareński Jezusie
to przecież nie może być prawda



PRZEZ OGIEŃ



nie oddziela mnie od świata
gruby mur czy cienka ściana
tylko ogień

nie odróżnia mnie od rzeczy
oddech ani serca bicie
tylko ogień

nie zbliża mnie do człowieka
jego moja krew i ciało
tylko ogień

i z Bogiem mnie nie połączy
obłok chłodny czy powietrze
tylko ogień



SZUKANIE ADAMA



jesteś
gdzie jesteś Adamie
uciekasz
chcesz się skryć przede mną
to nie przynosi ulgi

ze swojej kryjówki
możesz mnie nie widzieć
ja widzę ciebie bezustannie
to nie przynosi ulgi
synu

świat który ci dałem
kobieta jaką ci dałem
wszystkie znaki mojej miłości
ponieważ była prawdziwa
musiały być słabe

czujesz się zdradzony
byłeś po prostu wolny

pozwoliłem ci
dokonać odkrycia
samego siebie
synu

czyja jest ta klęska



ODWIEDZINY



trzej
nieznajomi
młodzi
skrzydlaci
nachyleni łagodnie
w szarozłotym świetle południa
pod dębem w Mamre
zwiastujący spokojną radość
na ikonie Rublowa
nie ma namiotu
ani Abrahama

siedzicie
przed moim
domem



POD WARUNKIEM



jeżeli jesteś z jego uczniów
uciekaj
jeżeli zdrajcą
nie trać czasu
jeśli Herodem
wyśmiej go jak błazna

jeżeli jesteś katem
czyń swoją powinność
jeśli Piłatem
podyskutuj nie zapomnij
umyj ręce

jeżeli

co innego jeżeli
masz mężne serce
i coś czystego pod ręką
jak Weronika

jeśli pochodzisz z Cyreny
jeśli masz silne ramiona
jeśli ci starcza odwagi
jeśli choć umiesz zapłakać

jeśliś Józefem z Arymatei
lub Nikodem
otrzymasz ciało

Jeżeli przynajmniej
potrafisz ściemnieć jak niebo
oślepnąć jak słońce przestać błyszczeć
jak skała się rozpaść

jeśli spowijesz jak całun
jak kamień ostudzisz
jak pieczęć zastygniesz
jeśli otworzy cię anioł



AVILA, KLASZTOR WCIELENIA



Tu widać jasno
że Bóg jest wolny
nie trzeba mu nawet człowieka
by dać nam odczuć fizycznie
czym jest jego straszna
i niepojęta miłość
która przeszywa bezbronnych
jak ostrze w ręku anioła
i każe żyć potem na równinach suchych
pod niebem głuchym
w ciemnym milczeniu



TO SAMO SŁOWO



Ojciec pisał rylcem na tablicy z głazów
Syn pisał palcem na kurzu po ziemi
Duch Święty pisał płomieniem na wietrze

moje nieszczere serce stuka
to samo słowo
Miłość



AUDIENCJA



wczoraj na audiencji
jakiś chłopiec podniósł nagle obie ręce
żeby pozdrowić papieża
taki szczęśliwy ze swoją dziewczyną
szczęście przelewało się w nim
przez brzegi
stać go było
mógł z tego bogactwa
coś podarować
obdarzyć starego papieża
tym gestem



WSZYSTKO



Bóg jest nie tylko w liliach
poszukaj w Biblii
jest i w kąkolu tak jak jest w pszenicy
dopóki rosną aż do czasu żniwa
w studni Jakubowem którą czerpak mąci
Samarytanki w wodzie którą Jan chrzci
w krzewie płonącym oraz w zwykłych cierniach
z których można upleść cierniową koronę
w dłoniach Mojżesza niosących zwycięstwo
w dłoniach Dawida kiedy gra natchniony
i gdy wyciąga je do Betsabei
jest i w Saulu gdy rzuca oszczepem
i w Absalomie gdy kona na drzewie
nie tylko w wielkich uniesieniach duszy
bo w zbrodniach także i wojnach i gniewie
jak wszystko w Biblii człowiek wszystek w Bogu



PO POŁUDNIU



przyłączył się do nich
w drodze
zdawał się iść dalej
przez jedno popołudnie
mieli go tylko dla siebie
nawet wszechświat musiał poczekać
na punkt omega
jak korepetytor
nieznużenie
wykładał im pisma
jeszcze raz
od początku

dziś popołudniu
jeszcze raz od początku
w drodze jak zawsze
naprawdę dalej idący
nieznajomy
cierpliwy
bliski

gdy świat się zmierzcha
to ciepło w sercu



PRZYPOWIEŚĆ O OJCU



Kiedy się starasz zapomnieć
pamięta

kiedy nie możesz zasnąć
czeka aż się obudzisz

kiedy nie myślisz wracać
wygląda ciebie

kiedy nie widzisz wyjścia
każe otwierać wrota

kiedy umierasz z głodu
poleca nakrywać stoły

kiedy się kulisz w łachmanie
wybiera dla ciebie szatę

gdy mówisz wstanę i pójdę
rusza naprzeciw

gdy trzesz oczy jak suche kamienie
płacze nad tobą

kiedy nie śmiesz wyciągnąć rękę
oplatują cię jego ramiona

gdy twój brat wypomni żeś odszedł
odpowie że właśnie wróciłeś



KOŚCIÓŁ



żeby uzdrowić ślepca
Jezus maże mu oczy błotem
wybiera taki właśnie znak
plwocinę zmieszaną z prochem

żądnych władzy pysznych samolubnych
błoto nie żywe kamienie
bierze nas w czyste dłonie
czyni narzędziem cudu

nędzą i brudem oczyszcza świat
dotyka niewidzących białych oczu
leczy ślepego od urodzenia



REWOLUCJA JEZUSA



głodni spragnieni
bezdomni obcy
więźniowie chorzy
wyklęci

oto nowa klasa Ewangelii
arystokracja Jezusa
oto jego wcielenie
na dzień sądu
najbardziej ostateczne



OGRÓJEC



już objawiłem im Boga
w blasku i mocy
jeszcze objawię im człowieka
dzisiejszej nocy

ujrzą obojętność oliwek
nieruchomość świateł i cieni
doświadczą ile można nabrać sił
leżąc z twarzą przytuloną do ziemi

dam im posłuchać milczenia Boga
gdy się Go woła
zobaczą zimny blask kielicha
w ręku anioła

objawię im ostatnią prawdę
najwstydliwszą z tajemnic człowieka
nie umie być sam póki żyje
i gdy umiera

trzy razy obudzę śpiących
sercem bijącym o żebra
człowiek wzywający człowieka
żebrak



SYN MARNOTRAWNY



wracam
zaledwie domyślam się domu
tak bo ta droga wspina się na wzgórze
tak bo ten kamień przy którym tak dawno
muzyka czy ją usłyszę
uczta jak przełknąć choćby kęs pieczeni
świąteczna szata nie ogrzeje wystygłego ciała
pierścień ześliźnie się z palca
wszystko przychodzi za późno
dla mnie
który odszedłem za wcześnie
który nie mam siły
otworzyć oczu
i drżąc w ciemności
czuję tylko drżący
dotyk
to objęcie



LIST DO HIOBA



niebezpiecznie jest być sprawiedliwym
jak światło nocą ściągać ćmy
zwracać uwagę nieba i piekła zarazem
uważaj Hiobie

gdy szatan wyzwie Stwórcę
kiedy się staniesz przedmiotem zakładu
pozbawiony dzieci obsypany trądem
nie przeklnij Boga

przebacz Mu
był z ciebie zbyt dumny
gorzko jest ponosić tyle klęsk
gdy się wierzy w ludzi
bądź wyrozumiały

wytrzymaj
ta próba nie może trwać dłużej niż życie
nie wspominaj przeszłości
nie licz na nagrodę

jeśli możesz
zrób to po prostu
dla Niego

trochę za nas wszystkich



ŁAZARZ



Co mam powiedzieć
obwąchującym
ciekawym
przy stole
na podwórku
w Betanii

Jak tam jest
Ciemno

Nie widziałem Abrahama Izaaka i Jakuba
Sprawiedliwych Proroków Sędziów Królów
ale zaraziłem się
ich milczeniem

Nie umiem mówić

Marta mówi Wdzięczność
Maria śpiewa Hosanna
Za co

Wróciłem do umierania
Będę musiał jeszcze raz
jeszcze wiele razy

Nie Nie mam żalu
warto było
ale po to tylko
żeby się dowiedzieć
że On
zanim mnie wskrzesił
płakał
ponieważ umarłem



OJCZE NASZ



Ojcze nasz który jesteś także na ziemi
gdzie Twoje imię święci nie tylko modlitwa
a Twoje królestwo nie szumi w słońcu jak drzewo
lecz milczy w ciemności jak ziarno
gorzkie jak sprawiedliwość i jak świętość twarde
i na skale wschodzi wbrew nadziei

Ono wyrasta z ziemi i ono zstępuje z nieba
trudne dla nas jak wiara i niemożliwe jak miłość
która przychodzi mimo wszystko i nas woła
Spraw nich będzie ono pokusą silniejszą od chleba
i niech w nim ostatecznym kształtem stanie się Twoja wola
gdy wiara i nadzieja już przeminą



POPIELEC



Pamiętaj że proch

popiół umarłej rośliny
popiół z palmy zielonej
popiół z chwały szumiącej

że proch

popiół z książki
popiół z miasta
popiół ze świata

pamiętaj człowiecze

popiół z ciała
popiół z mózgu
popiół z uśmiechu

pamiętaj

jeśliś uczniem Jezusa
który przyniósł na ziemię
ogień pamiętaj

musisz się spalić



GDYBY



gdyby nie rana z boku
skądżebyś wiedział

gdyby nie ciemność wokół
kogoś byś widział

gdyby nie cisza głucha
po co byś wołał

gdyby nie blizna na sercu
jakbyś pamiętał



PRZEJŚCIE



tędy może przechodził anioł
bo progi ociekają krwią
baranków i pierworodnych

tędy chyba przechodził anioł
powietrze drży od płomienia
gorące tchnienie pozwijało liście

anioł pewnie tędy przechodził
balkony załamały dłonie
niebo przez okna patrzy w pustkę

ciężko przechodził ten anioł
bo powalone jest miasto
skruszone mury i baszty

tak - to musiał być anioł
moje serce leży w popiele



NIM SIĘ TO STANIE



pozwól mi zerwać tę różę
zanim zerwie się burza

pozwól ugryźć chleb
zanim się stanie kamieniem
pozwól pochwycić garść ziemi
nim zacznie płonąć i parzyć

pozwól m i spojrzeć na słońce
nim się osypie popiołem

pozwól dotknąć ustami policzka
nim błyśnie spod niego kość



DROGA



Ty jesteś
ale i ja jestem drogą
kiedyś gładką
teraz wyboistą
przeszło przez mnie tylu ludzi
niektóre stopy dotykały mnie lekko
inne deptały twardo

Ty ciągle przeze mnie przechodzisz
jestem drogą Twojej nadziei
jestem Twoją drogą
jestem Twoją drogą trudną
znaczoną jagodami ciemnej krwi
z wytartą w kurzu poszarpaną bruzdą

kiedy upadasz przeze mnie
wtedy jesteśmy najbliżej
czuję jak bije zmęczone serce
zanim się zdążysz poderwać
żeby iść dalej we mnie

jestem Twoją drogą krzyżową
jestem Twoim skrzyżowaniem drogą



STUDNIA



dziękuję że tego wieczora
zdjąłeś z moich warg kamień
który zamyka mi usta

że mogłem przemówić do ludzi
że znowu napisałem wiersz

że nie wyschło we mnie źródło
którego strzeże kamień

mocniej czuję ciężar kamienia
niźli obecność źródła
które we mnie gdzieś głęboko bije
nieme póki ktoś nie podejdzie
i nie odwali kamienia

właśnie nadchodzi Rachela
młody Jakub odsuwa kamień
z ust studni i całuje usta Racheli
a płacząc głośno ze szczęścia
budzi źródło
przywraca mu głos



DROGA KRZYŻOWA



nic dziwnego
że co chwilę upada

nie ma chwili
żeby nas nie dźwigał

czasem ktoś się rozpłacze
jest wtedy jeszcze ciężej

chustą twarz obetrze
patrzy ze zgrozą w odbicie

czasem krzyż podeprze
jest mniej samotny w męce

raptem zakrzyknie obok
zagłuszy na chwilę pulsowanie krwi

obok podobne krzyże
umiera między innymi

pomiędzy dobrym i złym
jak każdy z nas rozpięty



[do góry]