Strona główna


Modlitwy


CORAZ NIŻEJ...

Wielbię Cię i dziękuję Ci, Jezu,
za to, że każesz mi schodzić coraz niżej.
Nie wiedziałem bowiem, że mam tak wiele
podnóżków, ołtarzy i piedestałów,
na których głupio wystawiałem się na widok publiczny.
Przyznam Ci się: każdy usuwany spod nóg stopieniek
wyrywa mi coś wewnątrz.
Czuję, że coś rozpada się we mnie, że coś tracę.
Jakże trudno jest zrzucać maskę,
pozbywać się pozornej osobowości,
a być po prostu tym, kim jestem !
Ty jesteś doskonałym pedagogiem.
Posługujesz się wszystkim, aby mnie powalić na ziemię.

Ograniczenia fizyczne, kulturalne (iluż to rzeczy nie wiem),
praktyczne (iluż nie potrafię wykonać),
przerażające czy upokarzające pokusy,
choroby, niezrozumienia, odrzucenia,
oskarżenia (mniej lub więcej słuszne czy niesłuszne),
są to tysięczne okazje, by schodzić niżej, na ziemię,
by stawać w prawdzie.
Z kolei wspomnienie niektórych grzechów,
słabości woli wobec pewnych zauroczeń,
upadki za upadkami,
jakby jakaś niemożność, by pokonać pewne braki...
Walczyć, zwyciężać, zwyciężać, a potem...
przegrywać.
Z kolei zaś na nowo odzyskiwać nadzieję.

Rozdraty, oczyszczony,
rzucony w glebę niby ziarno przez wiatr,
i wtedy wbrew mnie samemu kąkol
(na pierwszym miejscu: pycha) zmniejsza się.
Wywołuje to pewien powiew radości,
niczym morskiej bryzy, który mnie wewnętrznie pieści.

Boże, Ty mnie pragniesz - pisma zza klauzury.