[...] Przeciwieństwem acedii* jest metanoia - nieustający proces nawracania się ku Innemu, otwierania się na Innego. Proces ten jest nieustającą odpowiedzią na pytanie, które stawia samemu sobie we "Wstańcie, chodźmy" Jan Paweł II: "czy jestem wystarczająco dla ?"
Każdy czyn ludzki powinien w perspektywie metanoi stać się radykalnym otwarciem na Innego, doświadczeniem inności w drugim człowieku, skierowaniem się ku innemu, drugiemu człowiekowi. Działanie nakierowane na spotkanie staje się tu wejściem w najintymniejszą relację z Bogiem, etyka zaś staje się mistyką i teologią.
Praca staje się nie tyle sposobem zdobywania środków na życie (a może lepiej powiedzieć: na niczym nie ograniczony hedonizm i konsumpcjonizm), ile spotkaniem, wspólnotą i współpracą, a przez to drogą do zbawienia. W ten sposób ze swoistego piekła, w którym trwa nieustanny wyścig szczurów, a przełożeni mobbingują podwładnych, może ona ponownie stać się klasztorem - miejscem, gdzie jako chrześcijanin nieustannie trwam na modlitwie i pracy, na pracy, która staje się modlitwą, i modlitwie, która przejawia się w modlitwie. Nie twierdzę oczywiście, że można w ten sposób przemienić świat. Ważna jest to, czy przemienię siebie i czy będę w stanie ujrzeć, że tylko otwierając się w swoim działaniu na drugiego, dostrzegając w bezosobowych czynnościach swoistą możliwosć "bycia dla" rzeczywiście realizują swoją ludzką godność.
W przeciwnym wypadku już tu, na ziemi skazujemy się na samotność. Jej ostatecznym wymiarem jest piekło acedii, która z tej perspektywy przestaje być tylko upadkiem niektórych mnichów na gorących pustyniach, a staje się realnym zagrożeniem czekajacym na każdego, kto działa. [...]
*Acedia to pokusa demona smutku i znudzenia, paraliżującego wolę i intelekt.
/ fragment artykułu T.P. Terlikowskiego,
Lenistwo, zniechęcenie, i zagubienie. Acedia jako kategoria czynu ludzkiego /