Gdy tylko opuszczasz spokojną oazę, nieuchronnie wpadasz w nawałnicę. Modlitwa nie oszczędza cię.
To nie ty przechodzisz przez jej środek. To modlitwa brutalnie przechodzi przez twoją drogę, wstrząsa, powoduje, że się zataczasz, przesuwa cię. Spostrzegasz, że to już nie ty trzymasz w ręku kierownicę. Twoje życie wydane jest na działanie siły, której nie potrafisz się oprzeć.
Modlitwa gmatwa twoje sprawy, przekreśla twoje plany, niweczy spotkania, uniemożliwia realizację uprzednich zamiarów, niszczy twój obóz - bazę.
Modlitwa nim stanie się światłem, jest zamętem, siłą druzgoczącą, gęstą ciemnością.
Nie możesz się odnaleźć. Zgubiłeś zwykłe punkty odniesienia. Nie wiesz już nic. Nic nie rozumiesz. Czujesz się dosłownie "zdezorientowany". Mapy wyznaczone przez najbardziej miarodajnych mistrzów duchowych okazują się nieprzydatne.
Modlitwa przekreśla twoją poprzednią wiedzę. Kontestuje twoje doświadczenie. Ośmiesza książki, bez których nie umiałeś się obyć.
Zauważasz, że wszystko po takiej modlitwie ulega zmiania. Musisz zgodzić się z tym, że sytuacja się odmieniła. Musisz zacząć liczyć się z rzeczywistością, z którą nie miałeś do czynienia. Jesteś zmuszony odnaleźć inną równowagę.
Gdy mija lęk wywołany zagubieniem drogi - wpadasz w popłoch, ponieważ stwierdzasz, że znana ci droga jest nieprzejezdna.
Nie. Modlitwa nie wskazuje ci drogi.
Ona zmusza cię do poszukiwań.
Dobrze będzie, jeżeli ustawisz na widoku, w różnych miejscach modlitwy, to ostrzeżenie: "Niebezpieczeństwo ! Modlitwa"
Alessandro Pronzato, Rozważania na piasku (fragmenty)