Rozważania


DZIĘKOWAĆ ZAWSZE I WSZĘDZIE

Jako chrześcijanie albo przede wszystkim jako ludzie, powinniśmy dziękować "zawsze i wszędzie". Jako istoty stworzone jesteśmy przecież absolutnie zależni: wszystko, kim jesteśmy i co mamy, jest darem.

Dar można przyjmować na dwa sposoby. Może on stać się moją własnością, pomnażać moje dobra. Wówczas nie interesuje mnie pochodzenie daru, ale to, że zaspokaja on moje pragnienia i potrzeby. Wówczas dar natychmiast staje się częścią mnie samego i przyczynia się tylko do większego zajmowania się sobą i pogłębia samotność.

Jest jednak jeszcze inny sposób przyjmowania daru, kiedy nie zostaje on natychmiast połknięty przez "ja", ale pozostaje darem. Tutaj nie rzucam się zachłannie na dar i nie mówię: to moje. Przeciwnie: od ciebie go mam. Zamiast stawać na przeszkodzie i karmić moje "ja", dar wyzwala mnie ze mnie samego i czyni mnie bardziej relacją. Dar jest pomostem łączącym dawcę z przyjmującym go. Pamięć o pochodzeniu daru, bycie wdzięcznym za to, że pochodzi ze szczodrobliwości i miłości kogoś innego, to jest dziękczynienie. Takie dziękczynienie i tylko ono respektuje integralność dawcy i daru.

Dziękować to mówić: to, co otrzymuję, od ciebie pochodzi, nie jest moje, lecz twoje. Tymczasem nie tracę daru, ale dar się utrwala. Pozostaje darem i w rezultacie wciąż do mnie powraca. Dziękczynienie tworzy wieczny przepływ między dawcą a przyjmującym. "Wszystko moje jest twoje", mówi dawca. A przyjmujący odpowiada: "Wszystko moje jest twoje". Jak wspaniała wspólnota miłości ! I jak cudowne echo słów Jezusa do Ojca: "Wszystko moje, Twoim jest i wszystko Twoje moim" (J 17,10).

Dziękczynienie to nic innego jak konkretny wyraz tego, co miłość zawsze myśli i mówi: nie ja, lecz ty.

"Co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili", mówi Jezus (Mt 25,40). Czy nie moglibyśmy odwrócić tego powiedzenia i rzec: To, co nasi bracia i siostry nam uczynili, to samo Pan nam uczynił. Dlatego wdzięczność bliźniemu może i powinna być zawsze równocześnie wdzięcznością wobec Boga. Miłość, którą otrzymuję od bliźniego w rzeczywistości pochodzi od Boga. I nawet to, czego nie doświadczam jako miłości, ale raczej jako jej braku, nawet to powinienem uważać za owoc miłosnej troski Boga, pozwalającej mi dzielić z Nim Jego własną ukrzyżowaną miłość. Przez krzyż umożliwił nam bowiem życie w absolutnej, bezwarunkowej miłości. Bez krzyża absurdem byłoby miłowanie oprawców. Z krzyżem, w jego mocy, to staje się sensowne, tak - Boskie.

Wszystko jest darem od Niego i dlatego mogę i powinienem dziękować Mu "zawsze i wszędzie".


/ Wilfried Stinissen, Panie, naucz nas modlić się. Ko modlitwie milczenia /