Możemy powiedzieć, że to, jacy jesteśmy, zależy od tego, jak się modlimy.
Stopień naszej wiary jest stopniem naszej modlitwy; siła naszej nadziei jest siłą naszej modlitwy; żar naszej miłości jest żarem naszej modlitwy. Ni mniej, ni więcej.
Nasza modlitwa miała swój początek, bo i my mieliśmy nasz początek, ale nie będzie miała końca, będzie nam towarzyszyć na zawsze. Będzie oddechem naszej ekstatycznej kontemplacji Boga, śpiewem naszej wiecznej szczęśliwości. Modlitwa jest wciąż zmieniającym się słowem, choćby nawet była powtarzaniem w nieskończoność tych samych sylab i tym samym tonem głosu. Tym, co się zmienia, jest ożywiający ją Duch Pański, On zaś jest niepowtarzalny, zawsze nowy.
Modlitwa świętej Bernadetty Soubirous potrafiącej wypowiedzieć zaledwie "Zdrowaś Maryjo" albo mistyka nie potrafiącego powtórzyć nic innego jak tylko jedną sylabę "Bóg", są tak różnorodne jak tylko można to sobie wyobrazić, ponieważ pod zasłoną tego jedynego słowa ukazuje się w pełni duch Jezus, który jest duchem Ojca.
Aby dobrze zrozumieć modlitwę trzeba koniecznie zrozumieć, iż rozmawia się z Bogiem.
Są więc dwa bieguny: jeden bardzo mały i niezmiernie słaby - moja dusza - i drugi ogromny i wszechmocny - Bóg!
Ale oto pierwsza niespodzianka: On, tak wielki, chciał rozmawiać ze mną, tak małym; On, Stwórca, ze mną, stworzeniem. To nie ja pragnąłem modlitwy, lecz to On jej pragnął.
To nie ja jako pierwszy szukałem Jego, lecz to On jako pierwszy szukał mnie. Próżne byłoby moje szukanie Go, gdyby przed wszystkimi czasami On nie szukał mnie.
Nadzieja, na której opiera się moja modlitwa, polega na tym, że On chce mojej modlitwy. Jeżeli idę na spotkanie to dlatego, iż On już tam na mnie czeka.