Rozważania


NADZIEJA PUSTYCH GROBÓW

Nadzieja zatrzymuje się przy pustym grobie. Grób to właściwe miejsce na budowanie nadziei. Tu muszą być złożone wszystkie nieprawdziwe, spłaszczone, przycięte nadzieje, okradające człowieka z wielkości. Wielkość bowiem jest istotną treścią nadziei. W wielkość człowieka wpisana jest wielkość Boga. W grobie muszą być pochowane wszelkie doczesne, nadzieje, które zapraszają do zadomowienia na ziemi. Grób, miejsce szczególne na ziemi, jest miejscem, z którego wyrasta chrześcijańska nadzieja. Wyrasta bowiem ona ku niebu. Grób gdzie złożone zostało wszystko to, co ludzkie, zionie pustką, pustką niespełnienia. Nad grobem ludzkości zatrzymuje się Pan. Pan, którego kroki słychać, gdy przechadza się w porze powiewu wiatru (Rdz 3,8). W głąb grobu wkłada stwórczą dłoń: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój... Udzielę wam swego ducha, byście ożyli... (Ez 37,13). Na dnie niespełnienia, w głębi grobu słychać słowa zmartwychwstania. Tego życia nie może sobie człowiek przywrócić sam, nie może go odzyskać. Jedynie Bóg, wiejąc swym Duchem, przyobleka życiem. To jest rdzeniem nadziei. Pustka grobu jest śladem Boga, który przeszedł.

Szczególnie nadziejotwórcza jest pustka grobu Chrystusa. Zatrzymanie się nad grobem Jezusa, zaglądanie do jego środka, jak to uczynili Piotr z Janem, jest zaglądaniem w głąb nadziei (J 20, 3-10). Zaglądnęli i weszli do środka, i zobaczyli rzeczy zwinięte. Ujrzeli i uwierzyli. Nadzieja powstała z martwych. Wtedy zrozumieli i jak mówi Pismo: powrócili do siebie. Powrócili, ale z doświadczeniem pustego grobu, który był otwarty, otwarty nową nadzieją. Z tą nową nadzieją, z nowym rozumieniem rzeczy wrócili do siebie. Doczesne zostało zwinięte, zwinięte oddzielnie jak chusta na głowę. Zwinięcia doznało stare myślenie. Nadzieja daleko sięga i wybiega poza grób.

Nadzieja wpisana jest w drogę do Emaus (Łk, 24,13-35). Tamtędy wracali uczniowie zdruzgotani wydarzeniami. Smutek wypełnił cały horyzont ich myślenia i przeżywania. Szli i rozprawiali ze sobą. Długie, typowe dyskusje o utraconych nadziejach. Gdy napotkali Chrystusa, zatrzymali się smutni. Nie widzieli już żadnych rozwiązań. Wracali do swojej przegranej codzienności, rozgoryczeni. Ta gorycz zasłania im Pan, nie potrafią poza nią się odnaleźć ani dostrzec prawdę, bo oczy ich były niejako na uwięzi. W uwięzionych oczach wszystko wydaje się marne, spopielone, bezbarwne. Zatrzymali się w swej goryczy, w swym wątpieniu. Przekreślone zostały wszystkie ich wyobrażenia, plany, cała przyszłość legła w gruzach. A myśmy się spodziewali... zawisło jak hańba nad ich życiem. Bezwiednie wyruszyli w drogę razem. Chrystus, idąc razem z nimi, nadaje, a raczej przywraca sens wydarzeniom. Przywraca i zdaje się odchodzić: okazywał, jakoby miał iść dalej. Ale przymusili go do gościny, zaprosili do siebie. To przedziwne, ale dopiero, gdy Chrystusa się przymusi, zaprosi do swego domu, opadają łuski z oczu. Ogromna siła zaproszeń: otworzyły się im oczy i poznali... O zmroku, gdy dzień się już nachylił, gdy przyćmione światło dnia wygasa, Chrystus może zabłysnąć w swej chwale z wysokości zwycięstwa nad śmiercią. Poznali Go, gdy łamał chleb. Co było takiego szczególnego w łamaniu chleba przez Pana?

Znakiem przechodzącego i zaproszonego Chrystusa jest rozpalone, pałające serce. To ono pozwala w nowy sposób powracać do życia. W tej samej godzinie wybrali się i wrócili. Nadzieja znaczy odwaga powroty. Powrócili do życia, do źródeł - tam, gdzie umarły ich nadzieje, do Jerozolimy. Stali się świadkami: opowiadali, co ich spotkało w drodze. Drogi człowieka są pełne Chrystusa, ale on tak często zapatrzony w swój smutek, osaczony wątpieniem, nie potrafi rozeznać realiów od swej chorej, zaczadzonej wyobraźni.

Pusty grób ma również swe mistyczne znaczenie. Aby przeżyć zmartwychwstanie, zjednoczenie z Bogiem, człowiek musi stać się pustyni grobem, wszystko z siebie wyrzucić, wszystko zapomnieć, zwłaszcza to: na jakiej ziemi żyje i kim jest. Człowiek jest powołany do pustego grobu, by zostawić wszystko, co ukochał. Swe drogi, marzenia, iluzje, fatamorgany, plany, ambicje, rzeczy do ocalenia, swego "boga", i siebie - w grobie serca oderwanego to wszystko się traci, zostawia. Człowiek może posiąść wszystko, posiądzie to jeżeli odda wszystko, zyska prawo do Wszystkiego, jeśli utraci siebie. Z dna tego ogołocenia, odarcia, pogrążenia w śmierci wydobywa się ta sama moc do życia, która płonie żywym płomieniem miłości i rozpala ogniska miłości, jak Chrystus. W momencie, gdy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle (J 21, 9). Ogień miłości rozrzucany po ziemi, odkrywany gdy tylko człowiek jej dotyka.

/ M. Zawada OCD /