Rozważania


DAĆ SIĘ PROWADZIĆ DUCHOWI

Od czasu chrztu należy Jezus, jako powołany od Boga, już nie do siebie, lecz do Ducha, który Go prowadzi. Chrzest oznacza, że Jezus opuścił ukryte życie, wprawdzie najpierw po to tylko, aby jeszcze bardziej stać się ukrytym. Wstępuje do szeregu grzeszników, czekających na spowiedź. Przyjmuje "sakrament" grzeszników, zajmuje ich miejsca. Właśnie w tej antycypacji Krzyża stoi nad Nim znak zmartwychwstania, uwielbienia i słychać głos Boży: Ty jesteś moim ukochanym Synem, sługą Boga, który wstawia się za wielu. Początek i koniec Jego misji stykają się z sobą.

Teraz nie należy już do siebie, lecz do Ducha, który prowadzi Go na pustynię? Pustynia jest miejscem spotkania z Bogiem, jakim była już dla Mojżesza i Eliasza. W tym wydaniu się ostatecznemu, ziemskiemu ubóstwu ukazuje się Bóg. Nie człowiek syty, lecz głodny poznaje Boga.

Lecz równocześnie pustynia jest miejscem kuszenia. Jezus musi przeżyć nędze ziemskiej natury w pierwszej linii frontu. Aniołowie i zwierzęta, o których mowa w Ewangelii, symbolizują obydwa aspekty pustyni. Jezus wychodzi z niej z bogactwem słowa, które rodzi się z medytacji i ciszy. Rozpoczyna swoje posłannictwo w chwili, kiedy Jan Chrzciciel został aresztowany. Tyran może zmusić do milczenia świadka, ale nie Słowo; ono trwa i rośnie w ucisku. Co za otucha! Stąd prośba, abyśmy się dali prowadzić Duchowi. Abyśmy zrozumieli tajemnicę pustyni-samotni, abyśmy się nawrócili. Abyśmy w ten sam sposób pełni radości odkryli bliskość Królestwa.

/ kard. Joseph Raztinger /