Strona główna


Wiersze


 JERZY SZYMIK
SMUGA BŁĘKITU

wyrzeknij się pewności
lecz nie ufaj zwątpieniu

jasne niebo i ciemny las są tym samym
jedynie na linii horyzontu
i w snach

z pewnej odległości i po jakimś czasie
wszystko staje się
smugą drgającego błękitu.

I bardzo dobrze.
Ale to dopiero początek wtajemniczenia.

Bo przecież:
ten podmuch wiatru, teraz w popołudniowych światłach czerwca;
ten korytarz w powietrzu, wycięty ciałem jaskółki;
to przeczucie śmierci; które łasi się jak wierny pies;
twoja obecność pośród nas, nietrwała, słodka, rozdzierająca -
- były, są, będą.

Z  AUDENA

Czytam Audena
w majową niedzielę:

Powiedział nam, że mamy wolny wybór;
My, jak to dzieci, myśleliśmy prościej:
"Ojcowska Miłość zadba o nas chyba,
A siłą - w ostateczności -

Da sobie radę z gorszą łobuzerią" -
W pełnych bojaźni religijnej głowach
Nie zaświtało, że On całkiem serio
Rozumiał był swoje słowa.

Więc jeśli jestem wolny
i wybierać mogę,
wybieram jeszcze
i ten dwuwiersz:

Jeżeli miłość nigdy nie jest jednakowa,
Niech to ja będę zawsze tym, kto bardziej kocha

i dedykuję go ciemnej stronie mojej duszy

PRZYJAŹŃ

Może to jej szukamy tak zawzięcie?
Może to o nią chodzi, z jej braków nasz gniew?
Może to dla niej wyprawy za morza?

Nazwał nas przyjaciółmi,
tamtej nocy przed męką,
i odtąd bez niej nie umiemy żyć.

Jest jak stygmat, znak Mistrza,
a jej czerwień otwarta
każdy bandaż przebarwia.

Myślę o niej tej nocy,
bo choć nie czeka nas męka,
ich oczy wilgotnieją w mroku.

Pod nami przepaść,
kaskady powietrza,
dal.

Pod nami Graz rozlany
jak jezioro krwi lub wesołe miasteczko.
Zależy od szkiełka w oku.

Patrzę w oczy przyjaciół
tej nocy znów pewny:
jest podobna do perły.

Którą, drogocenną, znalazłszy,
poszedł, sprzedał wszystko co miał,
i kupił ją.

Pod nami Graz. I wzbiera jasność w mroku.
A w nas to śmiech, to płacz.
Zależy od szkiełka w oku.

NIC WIĘCEJ

To wszystko tutaj i wokół jest ważne
i godne mojego istnienia.

Ale wiatr szarpie firanką zbyt mocno
jak na zwykły przypadek.
A grube krople deszczu padają na parapet
jak łzy przejętego moim losem Boga.
A na niebie wykwitł różowy obłok
jak rumieniec wstydu na twarzy wszechświata.

Za sekundę, pojawi się tęcza.

Więc wyjawię moje wstydliwe pragnienie:
być jedynie tęsknotą.
Nikim i niczym mniej

PRZED OPERACJĄ

"Nigdy go nie zapomnę. Ani jego, ani tego, czego mnie nauczył. Był najlepszym człowiekiem, jakiego znałam."

Katarzyna Kolenda - Zaleska o biskupie Janie Chrapku

Jeżeli miałoby to być dzisiaj,
nie miałbym żalu

byłem kochany, kochałem,
nie została mi nigdy odebrana łaska wiary,
wybaczono mi wiele,
pomogłem kilku ludziom dostrzec światło

widziałem kiedyś
w płomiennych zorzach wczesnego sierpniowego wieczoru
różowy obłok na ciemnobłękitnym tle
a porwany do trzeciego nieba
pozostałem wdzięczny

czegóż chcieć więcej?

*** (O samotności)

O samotności pisano wiele.
Bywało, że genialnie bywało, że głupio.
Że nie można żyć z nią i bez niej.
Że niszczy i że buduje
Że z niej siła i że rozpacz.
Ona -
- jak na wysłannika z wysoka przystało -
- nie dba o opinie,
lekce sobie waży
i jedno i drugie,
przeprowadza sprawnie
transfuzje,
transplantacje,
operacje twarzy.
Obejmując zmienia.

KONIEC FILMU

Wychodzą z kina,
bezwstydnie młodzi,
obejmujący się z przesadną czułością,
roześmiani.
Pada śnieg.
Grzebią w kieszeniach,
szukając papierosów i kluczyków.
Zapalają
papierosy,
silniki.
Zmysły płoną same.
Całują się, lepią śnieżki, wybuchają śmiechem.
Nie wiedzą,
że akurat są szczęśliwi.Pada śnieg.
Nadchodzi noc.

Obserwuję mimochodem,
zza firanki, ukradkiem, dyskretnie.
Myślę o tym, co już straciłem,
o bezpowrotności,
o tym, co jeszcze stracę.
I o obietnicy, o nadziei.

Obserwuję ich znowu.
Jest maj, więc zachowują się bujnie, bzowo.
To już inni. Tamci już nie lepią bałwanów.
Ale ci też nie wiedzą,że akurat są szczęśliwi
i że już za chwilę
będą tęsknić niedosiężnie
do tej właśnie chwili. Do zapachu
młodego ciała, do szybkiego kroku,
do jęków wydawanych z rozkoszy, nie z bólu.
Już za chwilę
zamiast z kina
będą wychodzili z życia.

Zawsze jest zbyt wcześnie,
by pojąć, że się jest szczęśliwym.
To przychodzi potem i przedtem:
że się było i że się będzie,
we wspomnieniu i w obietnicy.

Pada na nich śnieg,
sypią się na nich płatki bzu.

***
Ojcu

przede mną pięć godzin

czekania

cokolwiek się potem stanie
będzie smutne

to znaczy, że sens

musi być obok smutku
możliwy w smutku
i pomimo smutku

dany i przyjęty
bez otarcia łez

wszystko rozumiem
zawracam
przebaczam
wpadam w trans

tylko ten smutek
nieuchronny

***

Szukamy wyjścia.
Po pewnym czasie
zawsze robi się zbyt duszno.
Jakiś rodzaj permanentnej klaustrofobii

Po pewnym czasie
zaczynamy rozumieć, że
jedyne wyjście
to zaczepić się o krzyż.

Po pewnym czasie
już wiemy, że
najskuteczniejsze jest
przybicie.

ODZYSKANA NIEWINNOŚĆ 
(W PŁATKACH)

Wiśnie i forsycje,
bzy i jabłonie
kwitną jak oszalałe,
jakby straciły miarę
i poczucie przyzwoitości.

Jakby zapomniały, że kwitną na ziemi.

To dobrze.
Świat jest z nimi piękny,
bez podtekstów,
podwójnego cudzysłowu
i ironicznych grymasów.

Kwiaty są dobre na wszystko.

 ZORZE I JASKÓLKI

Jak kość w gardle
ten wieczór
jak brzęk szkła
które przetnie, skrwawi, zamąci
ta muzyka
jak sól w różowych ustach rany
te słowa
jak wieczny odpoczynek
to milczenie

ufaj
mimo wszystko

żyj
próbuj
kochaj.
To jest możliwe
na przekór
logice i pamięci

spójrz:
nad twoją głową
zorze i jaskółki

 KOLEJNY KONIEC FILMU


Człowiek zrodzony z niewiasty
ma krótkie i bolesne życie,
wyrasta i więdnie jak kwiat,
przemija jak cień chwilowy (Hi 14,1)

Minęło parę lat.
Oni wychodzą z kina nieustannie,
jakby tam właśnie mieli gniazdo.

To fenomenalne,
że ludziom ciągle jeszcze chce się oglądać
cudze fantazje o tym jak było, jak mogło być,
jak może czasem jest.

Choć starzeją się filmy, taśmy, gusta,
zmieniają się nazwy kin, wymiary gwiazd,
choć
umierają reżyserzy,
rdzewieją saksofony,
i brzydną kobiety,

oni stale mają
dwadzieścia lat,
pragnienie, by zbudować dom,
zdusić samotność wianuszkiem dzieci,

zaznać słodkiego smaku nieszczęścia.

Fantastycznie jest być człowiekiem.

***

Był wrzesień,
gdy wołaniem Twoim ogłuszony
skinąłem nieśmiało sercem -
potem głową.
Obyś się w dłoniach moich rodził...

A potem była cisza, która głosem Twoim
wzbiera teraz.
Pamiętam dni,
gdy krzykiem przeogromnym we mnie
rujnowałeś mi spokój - budując Twój pokój
i byłeś drogą
i prawdą
i życiem
i jesteś drogą
i bądź.
Obyś się w dłoniach moich rodził...

Pamiętam dni.
Szloch zachwytu, jasne oczy, ja Ciebie
wprost dotykający,
drżący z ukochania.
Obyś się w dłoniach moich rodził...
i inne.

Szarość otępiała. I lepki smutek monotonii
Pustka echem bez Boga wołająca.
I ja - wahadło strachem dygocące.
I pamiętam zwyczajność przemijaniem brzemienną,
krople czasu
i jeszcze...

Jest marzec
czuję, jak znowu rośnie we mnie krzyk Twój, Boże
i młotem modlitwy wbijam w wargi szept -
Obyś się w dłoniach moich rodził...

PLAN PRACY NAD SOBĄ
Odour of blood when Christ was slain
Made all Platonic tolerance vain
W.B.Yeats

W zapachu krwi, gdy Chrystus kona,
Pryska swobodna myśl Platona.
przeł. J.M.Rymkiewicz

1) Przemyśleć treść i konsekwencje słowa "pobożność".
2) żyć pobożnie.
3) nie kupczyć kramem niepotrzebnych słów.
i zbędnych gestów. Oszczędność energii.
4) rozróżniać potrzebę nawrócenia od pokusy
ucieczki.
5) nie zagłuszać ciszy.
6) uprościć wszystko.
7) skierować wściekłość tam gdzie trzeba.
8) unikać cienia bo trudno go odróżnić
od ciemności i nawet zaczyna się od tych
samych liter.
9) dawać rzeczom właściwą im nazwę,
ranie : rana, grzechowi : grzech,
wzruszeniu : wzruszenie,
10) nie śpiewać "Alleluja" nad każdym ścierwem.
Perły i wieprze. Bóg jest Bogiem życia, czyli
co ma umrzeć niech umiera.
11) modlić się o łagodność i w ogóle się modlić.
12) troska o uwagę, czyli pokornie dostrzegać.
13) pobożnie widzieć.
14) rozpaczać tylko pobożnie.
15) pobożnie umrzeć.
16) pobożnie prosić

ŚMIECH I PŁACZ
Ks. Januszowi St. Pasierbowi

właściwie się nie różnią,
wywołują je te same banalne bodźce:
nagły telefon, strzelona bramka, wnętrze prowincjonalnego kina, oszroniony
peron, pusty, z chusteczką w oknie umykającego pociągu (przeklęta
sentymentalność), koniec wojny, egzamin, kostnica bądź
porodówka, twarz na fotografii, słowa ułożone
w nieporadne zdanie, biel lekarskiego kitla,
zwiastuna życia lub śmierci.

w formie sztucznej i wyrafinowanej
wywołują je łaskotki bądź tortury.

I te przejścia słynne:
ze śmiechu w płacz, z płaczu w śmiech.
Typowo ludzkie, częste, niepojęte, irracjonalne, płynne.

Fizjologia obu jest
śmiesznie prosta i płaczliwie nadęta.
Niezbyt zrozumiałe są więc dla chemika
skurcze twarzy, grymasy, spazmy, zachłyśnięcia

choć są znakiem i skutkiem
zachłystywania się życiem
więc
znaczą wiele

znaczą twarz stygmatem zmarszczek,
arcyludzkie: śmiech i płacz.

Nawet jeśli były wystarczająco mocne,
zostaje po nich niewiele:
nierówny oddech,
mokra twarz,
przekonanie, że żyjemy naprawdę.

CHOROBA, BRAK LEKU. MODLITWA
Kocham cię jak Irlandię (z piosenki)

Boże drogi,
jakie to wszystko byłoby proste,
cholernie proste. Jakże bylibyśmy szczęśliwi,
wyciszeni, skupieni na tym co pewne i nieważne. Jakież to
symfonie konstruktywne przetaczałyby się przez naszą
uporządkowaną wyobraźnię

jakiż jasny,
jakiż piękny byłby cel

Gdybyśmy tylko nie kochali.

Na (nie)szczęście
miłość jest naszą przypadłością nieuleczalną.
Niektórzy powiadają, że odpowiedzialne za ten stan rzeczy są geny.
A najodważniejsi, że nasz początek w Tobie.

Choroba atakuje
coraz to nowe tkanki, narządy.
Potem finał, czyli
niszczące przerzuty.

Boże,
wykończy nas ta miłość,
wykończy.
Ukrzyżuje.

MORZE

Pracuje wytrwale
choć z gorliwością bezmyślną
zapewne (jak się wydaje)
atakując nadgryziony brzeg
z którego zostało wypłoszone
przed milionami lat
uderza regularnie
na granicy furii i wyczerpania.

Falą białą

żółtą
granatową

ze zwierzęcym (doprawdy) rykiem.
Nie dosięgnie moich stóp
najwyżej stanu duszy
ale
nie podmyje lękiem
nie wznieci zwątpienia.
Wcześniej,
jak tylu przede mną,
odejdę.
*** (pozory mówią)


pozory mówią
że wszystko rozdane
ale każdy nowy zakręt pokazuje
ile jeszcze rupieci zostało
w sercu
w kieszeniach
w pudełkach na listy
w zakamarkach pamięci
ile błota na skrzydłach
ile jeszcze subtelnych sposobów
na zapalenie świecy i ogarka
od jednej zapałki

*** (nie pozwól...)


Nie pozwól
bym
pouczał
rozstrzygał
wiedział
przygarniał pobłażliwie
ze środkiem na chandrę
ze sposobem na własne i cudze życie
w kieszeni sutanny

Pozwól
żyć
to znaczy
słuchać i czcić.

*** (Panie, pragnę...)


Panie,
pragnę Twojego szczęścia.
Więc
zanim
się to wszystko nie
udławi z żalu
nie zawsze doskonałego
i niekoniecznie za grzechy,
zanim ze zgryzoty
nie zeschnie na wiór
ostateczny -
- zrób coś w Twoim stylu.
Bądź szczęśliwy
jak tamta kobieta
z drachmą w dłoni.

KYRIE

Panie,
jest inaczej
niż być miało

ani góry,
ani morwy
nie rzucają się w morze na moje słowo

nieustannie idzie na burzę,
nieustannie czerwieni się zasępione niebo,
fale zalewają łódź, a wichry i jezioro nigdy nie są mi posłuszne

mam kilka ryb,
siedem chlebów
i nieskończną wielość głodnych do wykarmienia

dotykałem tylekroć
Twojego płaszcza,
a nie jestem zdrowy

Ojciec Niebieski
ma coraz mniej pracy
z liczeniem moich włosów

a jestem w gorszym
położeniu niż Jair,
bo nie mam córki

mam oczy, a nie widzę,
mam uszy, a nie słyszę;
często też wpadam w ogień i w wodę

moje oczy wilgotnieją nieraz,
ale nie od twojej śliny,
stąd też widzę niewyraźnie

ani odcięta prawica,
ani wyłupione oko
nie uczyniły mnie lepszym

tęsknię za Tobą.
Ulituj się nade mną.
Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić



DE TRINITATE. WYKŁAD
Moim studentom

Ziemia jest pełna nieba, a każdy zwykły krzew płonie Bogiem.
Ale tylko ci, którzy widzą, zdejmują sandały;
reszta siada i zbiera jagody.

Elisabeth Barret Browning



pracowicie
notują

zawieszam głos
Udaję
że się zamyśliłem
nad tym
co
tak święte a
takie zawiłe

ale ja tylko patrzę
raduję się chwilą
i
uczę się kochać

potem mówię
to i owo
czyli wygłaszam
kwestie nader dialektyczne

znów
zawieszam głos
by smakować pokorę
cierpliwych słuchaczy.

Wchodzę
cicho
na palcach
w mądrość nie moją.
Wiem już
że treść jest ważna
tylko do pewnego stopnia

ważniejsze są
iskry
z których kiedyś wybuchnie pożar
spotkanie
burza za oknem
cisza w sercu
krople potu
prawda

***(tłumacze nie tobie...)
Księdzu Kazimierzowi Kaczorowi

tłumaczę nie tobie
który już wiesz

warto zmieniać w pośpiechu parafie
zawsze na krótko i nigdy do końca
w cieniu tych
którzy budują
rodzą
i mają prawdziwe problemy
i tych na których się stawia
warto
kilka konfesjonałów
parę szpitali
i trzy lub cztery sutanny
warto zasypiać
wrośniętym tylko w swoje nieposłuszne ciało
warto pić z kielicha
na oczach tych
którzy nie rozumieją
że dałeś wszystko
i dlatego potrzebujesz miłosierdzia

wszystko się potoczy normalnie
i bez wielkiego płaczu
nikt nie owdowiał
my zestarzejemy się bez ciebie
a miejsce za ołtarzem na pewno nie zostanie puste
rządek liter w Kalendarzu Liturgicznym
kruchość anegdoty płatków i płomieni
nierówna walka pamięci z czasem

ale musiałeś przecież
dojrzeć
niezauważalnie dla nas rozpędzonych
dojrzeć tak
że Bóg nie mógł już powstrzymać
tęsknoty za tobą

WIATR
Basi

jest sprawiedliwy
bo z taką samą mocą
smaga szarpie targa
gałęzie
włosy
ramiona
wodę
skrzydła mew
obłoki
tamten kuter
dopada głaszcze uderza
wszystko co jest
dźwięk
głosy
rozmowy
zamienia w potargany szept

ale też
zasłania obłoki
odkrywa słońce
jak
echo echo echo
Zielonych Świąt

*** (Miłość boli...)
Moja miłość jest ukrzyżowana
św. Ignacy z Antiochii

Miłość boli.
Im więcej miłości,
tym bardziej.
Niekoniecznie odwrotnie.