Zrozumiałam, że gdyby wszystkie małe kwiatki chciały być różami, natura straciłaby swą wiosenną krasę, pola nie byłyby umajone kwieciem.. Podobnie dzieje się w świecie dusz, w tym ogrodzie Jezusa. Spoodbało Mu sie stworzyć wielkich świętych, których można porównać do lilii i róż, lecz stworzył także tych najmniejszych, którzy winni się zadowolić, że są stokrotkami i fiołkami, przeznaczonymi, by radować oczy Pana Boga, gdy je skieruje na ziemię.
***
Jak słońce oświeca równocześnie cedry i każdy mały kwiatek, jak gdyby on sam był tylko na ziemi, tak i Pan Bóg troszczy się o każą duszę z osobna, jakby ona nie miała sobie podobnych.
***
Pan Bóg dał mi zrozumieć, że prawdziwa jest ta chwała, która będzie trwała wiecznie, oraz, żeby ją osiągnąć, niekoniecznie trzeba dokonywać dzieł rzucających się w oczy, ale wystarczy ukryć się i praktykować cnotę w taki sposób, by nie wiedziała "lewica, co czyni co prawica".
***
Wciąż czuję tę samą pełną odwagi ufność, że stanę się wielką świętą, albowiem nie liczę na swoje zasługi, których nie posiadam , ale pokładam nadzieję w Tym, który jest Sam Cnotą i Świętością. To On właśnie, zadowalając się mymi słabami wysiłkami, podniesie mnie do Siebie i, okrywająca mnie swymi nieskończonymi zasługami, uczyni mnie świętą.
***
Jezus nie po to codziennie zstępuje z nieba, aby pozostawać w złotym cyborium, ale by znaleźć inne niebo, które jest stokroć Mu droższe od tamtego: niebo naszej duszy, stworzonej na Jego obraz, żywą świątynię Trójcy Przenajświętszej.
***
Pan Bóg nie potrzebuje nikogo do wykonywania swego dzieła, ale tak jak pomaga wytrawnemu ogrodnikowi wyhodować rzadkie i delikatne rośliny, dając mu do tego potrzebną wiedzę, sobie zaś zastrzegając dawanie im wzrostu, tak samo i Jezus chce, aby Mu pomagano w Jego boskim pielęgnowaniu dusz.
***
Jak małe pisklęta uczą się śpiewać, wsłuchując się w śpiew swoich rodziców, tak i dzieci uczą się znajomości cnót, tego wzniosłego śpiewu Bożej Miłości, od osób zobowiązanych przygotować je do życia.
***
Cierpienie wyciągnęło do mnie ramiona, a ja rzuciłam się w nie z miłością. Wszak po to przyszłam do Karmelu... Przyszłam ratować dusze, a przede wszystkim modlić się za kapłanów.
***
Kraty Karmelu zamiast nas dzielić, jeszcze mocniej łaćzyły nasze dusze: miałyśmy te same myśli, te same pragnienia, tę samą miłość do Jezusa i dusz...
***
Być Twoją oblubienicą, o Jezu, być Karmelitanką, być na mocy zjednoczenia z Tobą matką dusz, powinno mi wystarczyć... Jest jednak inaczej... Niewatpliwie, te trzy przywileje stanowią jak najbardziej moje powołanie: karmelitanka, oblubienica i matka. A jednak czuję w sobie jeszcze inne powołania. Odczuwam powołanie wojownika, księdza, doktora, męczennika. Wreszcie czuję potrzebę i pragnienie, by dokonać dla Ciebie, Jezu, wszystkich najbardziej bohaterskich czynów...
***
Tak, znalazłam swoje miejsce w Kościele, a to miejsce, mój Boże, Ty sam mi dałeś... W sercu Kościoła, mej Matki, będę miłością... W taki sposób będę wszystkim... i w taki sposób spełni się moje marzenie !!!...
***
Rzucając moje kwiaty, będę śpiewać... Będę śpiewać nawet wtedy, gdy będę musiała moje kwiaty zrywać wśród cierni; mój śpiew będzie tym bardziej melodyjny, im kolce będą dłuższe i kłujące.
***
Widną, która ma mnie unieść do nieba, są Twoje ramiona, Jezu. Dlatego nie potrzebuję wzrastać, lecz przeciwnie, powinnam pozostawać małą, owszem stawać się coraz mniejszą.
***
Czasem, gdy mój umysł trwa w tak wielkiej oschłości, że nie mogę wydobyć z niego choćby jednej myśli, która by mnie zjednoczyła z Bogiem, bardzo powoli odmawiam Ojcze nasz, a potem pozdrowienie anielskie; wtedy te modlitwy porywają mnie i karmią moją duszę o wiele bardziej, niż gdybym je pośpiesznie odmawiała setki razy.
***
Jestem maleńką duszą, która może Bogu ofiarować jedynie maleńkie rzeczy, i to jeszcze często mi się zdarza, że wymykają mi się te małe ofiarki, które dają duszy tak wiele pokoju; nie zniechęcamsię tym jednak, godzę się z tym, że mam nieco mniej pokoju i na przyszłość staram się być uważniejsza.
***
Nie chcę niczego odmawiać (Jezusowi); nawet wtedy, gdy czuję się smutna i osamotniona na ziemi, On mi jeszcze zostaje, a czyż św. Teresa (od Jezusa) nie powiedziała: Bóg sam wystarcza ?...
***
Kiedy nic nie czuję, gdy jestem niezdolna do modlitwy i praktykowania cnoty, wtedy to właśnie jest stosowna chwilka, by szukać drobnych okazji, tych małych nic, które sprawiają większą przyjemność Jezusowi niż panowanie nad światem czy nawet wielkodusznie zniesione męczeństwo, na przykład, uśmiech, uprzejme słowo powiedziane wtedy, gdy miałoby się ochotę nic nie mówić albo okazać znudzenie itp.
***
Na tej ziemi nie widzę niczego, co mogłoby mnie uczynić szczęśliwą; moje serce jest zbyt wielkie, i dlatego nic, co na tym świecie nazywamy szczęściem, nie może go zadowolić...
***
Liczę na to, że nie pozostanę bezczynna w niebie; moim pragnieniem jest dalej pracować dla dobra Kościoła i dusz. Prosiłam o to Pana Boga i jestem pewna, że mnie wysłucha.
***
Pokora nie polega na tym, by myśleć i mówić, że mamy pełno błędów, ale na tym, by czuć się szczęśliwym, gdy inni tak o nas myślą i mówią.
***
Nasze serce jest stworzone na obraz Serca Bożego, które kocha każde stworzenie tak, jakby tylko ono samo było na świecie.
***