Strona główna


Wiersze


 THOMAS MERTON





NIEZNAJOMOŚĆ


Gdy nikt nie słucha
Uciszonych drzew,
Słońca w kałuży
Nie dostrzega;

Gdzie nikt nie czuje
Pierwszej kropli dżdżu,
Gwiazdy ostatniej nie widzi,

Nie wita brzasku
Świata-giganta;
Gdzie spokój dnieje
A gaśnie zgiełk -

Znieruchomiały
Samotny ptak
Śledzi pracę Boga:
Jeden żółknący liść,
dwa spadające płatki,
dziesięć kręgów na stawie.

Jedna chmura nad wzgórzem,
dwa cienie w dolinie
i blask godzący w cel.
Już świt zarządził pojmanie
Najwyższego szczęścia,
Oddanie bezcennej zdobyczy.

Ściślej i jaśniej
Niż wielomówny mistrz,
O Ty, Bliski Nieznajomy,
Któregom nigdy nie widział,

Głębiej i czyściej
Niż huczący ocean -
Zagarnij moją ciszę,
Trzymaj mnie w Swej Dłoni !
Każdy czyn teraz - stratą
Cierpienie niepełne
Prawa - bezużyteczne
Granice - zwalone
Bo zazdrość wydziedziczona
A namiętność - żadna.

Spójrz ! bezmierne Światło zawisło w ciszy.
Nasze najczystsze Światło. On.


W CISZY


Nic nie mów.
Słuchaj, co mówią kamienie tej ściany.
Nic nie mów, one chcą
Twoje wypowiedzieć

Imię.
Słuchaj
Żywych ścian.
Kim jesteś ?
Kim
Jesteś ? Czyją
Ciszą jesteś ?

Kim (bądź cicho)
Jesteś (cicho jak kamienie).
Nie myśl,
czym jesteś.
Nie przywiązuj wagi.
Czym kiedyś stać się możesz.
Miast tego
Bądź sobą (kim znaczy ?) bądź
Tym, przed kim myśl się korzy,
Kogo nigdy pojąć nie zdołasz.

Póki jeszcze żyjesz,
Nic nie mów,
Póki wszystko co żyje,
Przemawia (nie słyszę)
Do Twojej istoty,
Mówi przez to co Nieznane,
A co przepaja na równi
Ich i ciebie.

"Spróbuję jak przedmioty
Być swą własną ciszą:
Choć to bardzo trudne. Cały
Świat potajemnie płonie.
Kamienie płoną, nawet kamienie
Mnie parzą. Jak to możliwe, by tak
ucichł człowiek lub nasłuchiwał
Płonącego świata ?
Skąd weźmie czelność,
by siąść wśród przedmiotów,
Których wszystka cisza
Jasnym ogniem płonie ?"



MĄDROŚĆ


Studiowałem ją i nie nauczyła mnie niczego.
Uczyłem się jej i wkrótce zapomniałem wszystko inne:
Zapomniawszy, obarczony byłem wiedzą -
Nieznośną wiedzą niczego.

Jak słodkie byłoby życie, gdybym był mądry !
Dobrze jest poznawać mądrość,
Gdy już się jej nie widzi ani myśli o niej.
Tylko wtedy zrozumienie staje się znośne.



TEORIA MODLITWY


Nie na ulicach, nie na białych ulicach,
Nie w zatłoczonych portykach
Ciebie złowimy siecią naszych słów,
Ciebie zamkniemy w obiektywach kamer,
Ciebie, który umknąłeś subtelnemu Arystotelesowi,
Który oślepiasz nas swoim świadectwem
Nade wszystko jasnym, wszechobecnością swoją.

Nie w młodniakach, nie w zielonych kwitnących młodniakach
Służących za mieszkanie uroczym boginkom
Odnajdziemy ścieżkę do Twego namiotu
Skrytego płaszczem chmury oraz ognia -
Idziemy za głosem odbitym naszych własnych lir.

Krew mędrca
Krzepnie w każdej żyle i każdej arterii
Ścięta siną trucizną wiecznotrwałego rozsądku
A kochanek,
Złapany w pętlę własnych zamyśleń
Dusi się wolno jak zając w pułapce:
Gdy śpiewacy poderżnięci ostrzem własnej pieśni
Umierając nagle -
Słowa krzyżują się w gardle jak ostrza
I przecinają delikatne struny.

To co mówimy, przeciw nam się zwraca
Kreśląc grzechów imiona na kości i ciele
Gdy płoną światła twarde jak diamenty,
A myśli nasze wrogowi sprzedają nas w jasyr
Kreśląc grzechów imiona na surowym szpiku
Gdy płoną światła ostre jak szkło.

Jedne po drugim
Pragnienia nasze odsłaniają twarze
I masz przed sobą swych własnych morderców !
Jak wyszliście zza krat, mroczni skrytobójcy ?
Kto wam trop nasz wskazał, ludzie policzeni ?

Logika nas zmiażdżyła,
Teorematy obrzuciły nas swoim błazeństwem,
Ekonomia nie dała nam nic oprócz mieczy
I cała krew wypłynęła nam z żył:
Jakże podobna do śmierci jest nasza modlitwa !
Kłamiąc usłużnie skaczemy przed nieznanym Zbawcą,
Który nie może się zbudzić w czujnie strzeżonym grobie...

Zbrojny ocean pokoju,
Nagle błyska w nas ciężkozbrojny ocean.
Ską się tu wziąłeś, ką przybywasz, pokoju ?
Zbrojny ocean ciszy,
Nieruchomo w nas stoi ciężkozbrojny ocean.
Skąd się tu wziąłeś, ukryty w samym sercu naszego istnienia,
Z jakich źródeł spłynęłyście, cisze ?

A kiedy myśli ścichną, patrzą na ten statek strzaskany
Przez fale, pojmiesz teorię modlitwy:
"Ilu nienawidzi własnej pewnej śmierci,
Tej schowanej komórki, tej podwodnej łodzi !
Ilu nienawidzi Twego Krzyża, Twego Klucza
Jedynego, co pokonać może ostatnie wrota tak szczelnie zaparte.
Które nas, Pokoju, Zaskoczą najazdem Twej mocy
I wpuszczą w głębie niezmierne Twego pomieszkania."




WOLNOŚĆ JAKO DOŚWIADCZENIE


Kiedy, jako więzień Twej własnej niezwyciężonej zgody,
Kochasz wizerunek Twej nieskończonej Miłości,
Boże w Trzech Osobach, jakiż intelekt
Ma zmierzyć się z ową wolnością ?

W porównaniu z Miłością, Twoim Trójjedynym Prawem,
Wszystkie nieubłagane gwiazdy są anarchistami:
Jednak są one związane Miłością, a Miłość jest nieskończenie wolna.

Umysły nie mogą zrozumieć, ani systemy naśladować
Zasięgu takiej prostoty.
Wszystkie pragnienia i głody, które opierają się Twemu Prawu,
usychają z obawy, giną uwięzione;
A wszystkie nadzieje, które zdają się osuwać w cieniu krzyża,
Budzą się z chwilowego grobu i oślepiane są przez swą wolność !

Ponieważ nasze natury unoszą się i kierują ku Tobie,
Nasze miłości wirują wokół Ciebie jak planety krążące wokół słońca
I wszystkie słońca śpiewają razem w swoich grawitacyjnych światach.

I tak, w pewne dni podczas modlitwy Twoja Miłość,
Więżąca nas w mroku, z dala od wartości Twojego wszechświata,
Wyzwala nas od miary i od czasu,
Roztapia wszystkie bariery, które hamują naszą drogę ku wieczności
I rozwiązuje godziny, nasze łańcuchy.

I wtedy, gdy ognie jak klejnoty kiełkują
Głęboko w kamiennym sercu jakiejś góry Kaffir,
Nasza skłonność, świeżo zrodzone głębokie pragnienie,
Płonie w kopalni naszego życia jak nie odkryty diament.

Zamknięci w tej sile, trwamy,
Trwamy i nie możemy odejść,
Bo Ty dałeś nam naszą wolność.

Uwięzieni w losach Twej nieugiętej mocy,
Nie możemy już się poruszać, bo jesteśmy wolni



ADWENT


Urzeczcie swą czystością te zimowe noce,
Niebiosa, i nieście doskonałość !
Żywiej, meteory cichnące, w ognisty mrok lećcie
I znikajcie.
księżycu, zstępuj wolno,
Oto twoja pełnia.

Cztery białe drogi uciekają w milczeniu
Ku czterem stronom gwiezdnego wszechświata.
Czas opada jak manna na krańcach zimnej ziemi.
Staliśmy się pokorniejsi niż skały,
Czujniejsi niż cierpliwe wzgórza.

Urzeczcie swą czystością te noce Adwentu,
Święte sfery,
Podczas gdy myśli, łagodne jak zwierzęta,
Gnieżdża się w domu, w słodkim sianie;
A umysły spokojniejsze są niż stada pasące się w świetle gwiazd.

O, zlejcie waszą ciemność i waszą świetlistość na dostojne doliny,
Wy niebiosa: i dążcie jak najtkliwsza Dziewica
Ku uroczystym orbitom,

O, biała pełnio, cicha jak Betlejem !



ZWIASTUN


Oto wartownik na pobrzeżu zimy
Karmiony mową, jaką wiatr wygłasza
W bezsennym belkowaniu dostojnej dzwonnicy.

Pojmuje ciągłą walkę łez
I sposób, w jaki urządzono światl;
Czeka, by dźwiękiem marcowego rogu
Uprzedzić wszelkie życie
O przyjściu słońca-wojownika.

Gdy wiosna już rozmieści armie swoich wód,
Milion traw opuszcza namioty i staje w szeregach,
By ujrzeć tego niezwyciężonego brata.
Naprawiając ruiny zimy swymi uśmiechami,
Kwiaty wychodzą na niegroźne zmagania.

Pójdźcie w głąb lasów i bądźcie świadkami,
Wy, najlepsze spośród biednych dzieci.

Gdy Gabriel dotknął jasnego wybrzeża świata,
Wasze to oczy dostrzegły
Przybysza w gwiezdnych sandałach zstępującego powietrzem
Niby błyskawica,
Tego ranka, kiedy Matka Boża
Uwielbiła i zlękła się zwiastowania anioła.



KANA


"Ten początek cudów uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej"


Wówczas gdy nasze oczy były czyste jak południe, nasze izby
Przepełniły się radością uczty w Kanie:
Bo przyszedł Jezus i Jego uczniowie, i Jego Matka,
A po nich śpiewacy
I inni ze skrzypcami.

Wówczas, gdy nasze umysły były Galilejami,
I czystymi jak niebiosa nasze twarze,
Nasze proste izby zaczarowało słońce.

Nasze myśli wstępowały i uchodziły w szatach bielszych niż szaty apostołów,
W przepełnionych izbach Kany, u stołów Kany.
I nie baliśmy się chyba, że wina zabraknie:
Bo ujrzeliśmy nasze gliniane naczynia w szeregu,
Gotowe, puste, czekające na wodę i cud.
Jakież wino te skromne dzbany mogły zapowiadać !

Wino dla tych , którzy, schyleni ku zbrukanej ziemi,
Bali się, od czasu przecudnego raju, ognia słońca,
Ledwie mamrocząc w swych wyschniętych ustach jedyną modlitwę.
Wino dla starego Adama, który kopie w swym cierniowym znoju !




UCIECZKA DO EGIPTU



W każdym obwodzie zimowego miasta
Żelazne szwadrony dźwięczą na ulicach;
Policja Heroda
Przejmuje dreszczem ciemne sienie domostw
W obliczu tego, co ma się dokonać.

Nie oglądaj się na Twój rozgwieżdżony kraj,
Nie słuchaj plotek tłoczących się w mroku,
Gdzie święte mury ociekają krwią,
I nie błogosław Twą rączką dziecięcą
Tej ognistej spirali triumfujących dusz !

Idź, Boże Dziecię, na śpiewną pustynię,
Gdzie lew krążący wokół
Płomiennymi oczami strzeże Twej drogi przed złem.




DOM KAJFASZA


Gdzieś, wewnątrz chłodnej kolumnady,
Stoi jak posąg u bramy kościoła Boży Apostoł,
Dobry św. Piotr, przy drzewnym żarze,
Obrócony plecami od obradującego sądu.

Wystraszone i gwałtowne jak stada drapieżnych ptaków,
Zeznania świętych żebraków
Ulatują z kamieni i rozpraszają się w spłoszonych cieniach.

Oskarżenia świętego sędziego
Wznoszą się kolejno, uroczyste jak rakiety,
Szybują z ciszy ku spiętrzonym wybuchom
I meteorami najeżdżają ziemię.

I wota nocy zamykają się ze szczękiem broni.

Chytre oczy świadków, którym pozwolono szaleć,
Teraz świecą ostre niby igły u rzeźbionego płaszcza Apostoła.
Głosy zaczynają wznosić się, jak woda, w kolumnadzie;
Palce oskarżają go jako pasterza trzody.

Wówczas Apostoł, biały jak marmur, słaby jak blaszka,
Woła przed tłumem -
I, nie mniej sztuczny niż radiowy ton jego głosu,
Uchodzi w marznącą noc.

I wszystkie konstelacje znikają z niebios
Ze szklistym krzykiem,
Koguty pieją ostro jak stal na straszliwym, przejrzystym wschodzie,

I wrota nocy zamykają się wraz z grzmotem mszalnych dzwonów.




ŚW. PAWEŁ


Gdy byłem Szawłem i siedziałem pośród szat,
Moje oczy były kamieniami i nie widziałem nieba
Otwartego na przyjęcie ducha umęczonego Szczepana.
Gdy byłem Szawłem i siedziałem pośród skał,
Zatrzasnąłem ma oczy i mózg uczyniłem grobem,
Zamkniętym na pieczęcie głazów toczących się przez mój rozum.

Gdy byłem Szawłem i szedłem po rozżarzonej pustyni
Moja droga była spokojna jak skała.
Bałem się, że słowo rozedrze światłem wysokie południe
I zamknie moje życie, czyniąc mnie szalonym:
Wtedy usłyszałem Głos, który mnie powalił.
Związał mój oddech, w białe płótna udręki mnie spowił
I złożył w trzydniowym grobie
Aż odnalazłem me Zmartwychwstanie w przejrzeniu.

O Chryste ! Oddaj mi me życie, pójdź przez Damaszek,
Znajdź mego Ananiasza, który jest w pobliżu:
Rządź nim - jak zwykłeś czynić - podczas mego snu;
On zna moje zamknięcie, włada mym okupem,
czeka na Twoje słowo, aby wziąć swe klucze i przyjść.



BRATU MEMU
UZNANEMU ZA ZAGINIONEGO NA WOJNIE
W R.1943


Bracie mój miłu, kiedy czuwam w nocy,
Me oczy są kwiatami na Twój grób;
A kiedy ni jem codziennego chleba,
Wierzbą nad obą żyć będzie mój głód.
Moje pragnienie, gdy braknie mi wody,
Niech ci się stanie źródłem pośród drogi.

W jakim bolesnym, pełnym dymów kraju
Twe biedne ciało opuszczone leży
I pośród jakich krajobrazów klęski
Twój duch nieszczęsny zagubił swe ścieżki ?

Przyjdź - w moich trudach odnajdziesz spoczynek,
Na moich troskach połóż głowę,
Weż moje życie, weź moją krew,
A sobie kup posłanie nowe,
Weź moją śmierć i moje tchnienie
A kup dla siebie odpocznienie.

Kiedy walczący zginą w wojnie,
kiedy chorągwie padną w kurz,
Twój krzyż i mój to ludziom powie,
Że na nich za nas umarł Bóg.

Chrystus zabity - w twojej katastrofie
I Chrystus płacze na gruzach mej wiosny,
A te łzy jego jak pieniądze
Do twej samotnej spadną dłoni,
Do kraju wkupią cię z powrotem
I Chrystusowych łez milczenie
Upadnie na twój grób jak dzwony.
Zbudź się i wstań - wołają cię do domu.



***


Wyzwól mnie, Panie,
od lenistwa, które się miota
przebrane w działalność
od tchórzostwa, które czyni to,
czego się od niego nie wymaga,
bo chce uniknąć ofiary.

Daj mi pokorę,
w której jedynie jest odpocznienie,
i wybaw mnie od pychy,
która jest najcięższym ciężarem.

Przeniknij całe moje serce
i cała mą duszę prostotą
Twojej miłości.



MOJE CREDO


Wierzę, że życie nie jest przygodą,
którą można przeżywać według
zmieniających się prądów mody,
ale pełnym zapału wypełnianiem planu,
jaki Bóg ma w stosunku do każdego z nas:
planu miłości, która przemienia
nasze ludzkie życie.

Wierzę, że największą radością człowieka
jest spotkanie z Jezusem Chrystusem,
Bogiem - Człowiekiem. W Nim wszystko
- nędza ludzka, grzechy, historia, nadzieje -
nabiera nowego wymiaru i znaczenia.

Wierzę, że człowiek może się odrodzić
do prawdziwego i godnego życia
w każdym momencie swojej egzystencji.
Wypełniając do końca wolę Bożą
może - nie tylko stać się wolny -
ale także zwyciężać zło.



***


Miłość unosi mnie po domu.
Dwa kroki stąpam po ziemi,
cztery kroki w powietrze.
To jest miłość...
Nie chcę robić nic innego
jak tylko kochać.




DAM CI WSZYSTKO


Dam Ci wszystko, czego pragniesz.
Poprowadzę Cię w samotność.
Poprowadzę Cię drogą,
której nie potrafisz absolutnie zrozumieć,
bo chcę, żeby to była droga najkrótsza.

Wszystko, co Cię dotknie, będzie Cię palić z bólu,
będziesz cofał Twoją rękę,
aż oddalisz się od wszystkich rzeczy stworzonych.
Wtedy znajdziesz się zupełnie sam.

Nie pytaj: kiedy, ani gdzie,
ani jak to się stanie.
Czy na jakiejś górze,
czy w więzieniu,
czy na pustyni,
czy w obozie koncentracyjnym,
czy w szpitalu,
czy też w Getsemani.
To nie ma znaczenia.
Nie pytaj mnie więc,
bo Ci i tak nie odpowiem.
Nie będziesz wiedział,
dopóki się tam nie znajdziesz.

Zakosztujesz prawdziwej samotności,
mojej męki i mojego ubóstwa:
poprowadzę Cię na wyżyny mojej radości.
Umrzesz we mnie
i odnajdziesz wszystkie rzeczy
w głębi mojego Miłosierdzia,
które stworzyło Cię w tym celu...



[do góry]